1.9.21

Osoby z niepełnosprawnością w szkołach


Właśnie zaczyna się nowy rok szkolny, w którym to dzieciaki powracają do swojej szkoły, ale także i do rówieśników, kolegów, koleżanek, przyjaciół. Pomyślałem, że jest to dobry moment, aby przybliżyć Wam sytuację dzieci, młodzieży z niepełnosprawnością w placówkach oświatowych i przy okazji zrobić sobie taką podróż sentymentalną do lat szkolnych, bo to właśnie w szkole spędzamy sporą część życia, będąc tam aż do osiągnięcia pełnoletności, a nawet i dłużej. To właśnie w tym okresie kształtuje się w nas ten człowiek, którym będziemy w przyszłości. Nie chcę zabrzmieć jak na jakimś apelu, ale to właśnie w latach szkolnych zawieramy przyjaźnie, przeżywamy pierwsze miłości, itd. Dlatego szkoła, jaka by nie była, to jest ważnym miejscem dla młodego człowieka bez względu na sprawność.

Zacznijmy od tego, iż rodzice dzieci z niepełnosprawnością mają do wyboru trzy rodzaje placówek oświatowych: szkoły masowe, szkoły integracyjne, szkoły specjalne. Szkoły masowe, zwane także jako powszechne to zwykłe, normalne placówki, do których posyła się każde dziecko. Szkoły integracyjne to  połączenie masówki ze szkołą specjalną, gdzie dzieci z niepełnosprawnością są traktowani na równo z tymi w pełni sprawnymi. Tutaj klasy powinny być mniejsze, gdzie na 20 uczniów sprawnych powinno przypadać od 3 do 5 uczniów z niepełnosprawnością. Mamy także dwóch nauczycieli; jeden przedmiotowy, drugi wspierający, czyli pedagog specjalny. Trzecim rodzajem szkół są szkoły specjalne. Tutaj panują inne zasady, aniżeli w szkole masowej, czy nawet integracyjnej. Klasy są nieliczne, a nauczyciele powinni być w stanie wytłumaczyć wszystko każdemu uczniowi. Znajdziemy tam także zajęcia rewalidacyjne i rehabilitacyjne. W szkołach specjalnych uczą się uczniowe wyłącznie posiadający orzeczenie o niepełnosprawności.  

Jak wiecie, albo i nie wiecie, pochodzę ze wsi. Swoją przygodę z oświatą zacząłem w 1997 roku. W tamtych czasach nie było takiego wyboru jak szkoła integracyjna. Natomiast szkoła specjalna była tylko w mieście. Moi rodzice jednak zdecydowali, że pójdę do zwykłej szkoły. Podstawówka do której uczęszczałem mieściła się w dworku, w którym jak można się domyślić nie było żadnego przystosowania dla dzieci z niepełnosprawnością. Prawdę mówiąc przez całą moją zerówkę nie było nawet ubikacji, tylko wychodek na dworzu. Dopiero rok później zrobili tam remont, ale oczywiście nikt nic dla mnie nie zrobił, np.: podjazd, czy inne przystosowanie. 

(Moja podstawówka)

Idźmy dalej… Gimnazjum. Tu było lepiej, bowiem poszedłem do niedawno pobudowanej szkoły, więc podjazd i inne udogodnienia były. Problemem było to, iż gimnazjum uczyło się na drugim piętrze. Podstawówka zajmowała parter i pierwsze piętro. Ten problem rozwiązali dyrektorzy, zamieniając się pomieszczeniami i ja dostałem klasę na parterze i byłem przez kolegów wnoszony tylko na godzinę w tygodniu, czyli na Informatykę. 

(Moje gimnazjum) 

Liceum. Tu gdzie chodziłem, byłoby dla młodzieży z niepełnosprawnością piekło. Bowiem Pani dyrektor była, jakby to łagodnie powiedzieć, totalitarnym wodzem… Oprócz schodów do budynku miałem od niej „udogodnienie”, w postaci klasy na piętrze zamiast na parterze… Musiałem wchodzić po schodach na kolanach, ponieważ wózek nie mieścił się na półpiętrze. Tak to niestety wyglądało… I dobrze, że ta szkoła już nie istnieje. 

(Moje liceum)

Studia zaś pod względem osób z niepełnosprawnością były jednym z najlepszych etapów. A to dlatego, że tutaj bariery architektoniczne praktycznie zniknęły. 

(Moja uczelnia)

Jeśli chodzi o aspekty społeczne, to zawsze byłem traktowany „normalnie”, zarówno przez rówieśników, jak i kadrę nauczycielską. Jeżeli zasłużyłem, to dostawałem gorszą ocenę, lub uwagę za złe zachowanie. A i w drugą stronę też nie było problemów, typu wyzwiska, gnębienie, poniżanie, wytykanie palcami, itp. To też wynikało chyba z osobistego traktowania siebie jako zwykłego człowieka.

Ze specjalnych przywilejów miałem tylko trochę dodatkowego czasu przy pisaniu klasówek, sprawdzianów, czy matury. Do tego jeszcze był zwrot kosztów za paliwo, a i to też nie od samego początku nauczania. W liceum dopiero ja i moi rodzice zostaliśmy poinformowani, iż posiadając odpowiednie orzeczenie mogłem wybrać sobie szkołę bez względu na ilość uzyskanych punktów na egzaminie gimnazjalnym. Fakt, faktem nie wiem czy bym sobie poradził w lepszej szkole, bowiem po ukończeniu trzeciej klasy podstawówki przestałem być prymusem, co też miało swój powód, jednak nie będę go publicznie przedstawiał. 

A jak jest dzisiaj? Myślę, że sytuacja na tym polu się poprawiła, bowiem mamy szkoły integracyjne, ciut lepszy dostęp do informacji, itp. Od niedawna istnieje też coś takiego jak edukacja włączająca, która swoimi obwarowaniami administracyjnymi i prawnymi nakłada równość we wszystkich aspektach edukacji dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami. Obecnie nie wiem jak wygląda to w praktyce, więc fajnie by było, gdyby rodzic ucznia z niepełnosprawnością wypowiedział się w komentarzu na temat edukacji włączającej. Co będzie dalej? Tego nie wiadomo, jednak jestem przekonany o tym, że wspólnymi siłami możemy zmieniać i polepszać sytuację uczniów z niepełnosprawnościami w każdym aspekcie drogi edukacyjnej.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Muzyka na kółkach , Blogger