Muzyczny Przegląd #7 - Lubert

12.9.22

Muzyczny Przegląd #7 - Lubert


         Skończyły się już wakacje, jesień puka do naszych drzwi, więc czas na nowe wpisy. Jednym nich jest już siódma część cyklu Muzyczny Przegląd, w którym to prezentuje ciekawych artystów, muzyków. W tej części pragnę przedstawić Wam utwór, który jest swoistą zapowiedzią nowego projektu Lubert, za którym stoi nie kto inny jak sam Tomasz Lubert. Dla tych, którym te nazwisko może wydawać się obce, mogę powiedzieć tylko tyle, że jest on założycielem takiej grupy jak Virgin, którego wokalistką była Doda. Współpracował także z takimi artystami jak: Ewa Farna, Antek Smykiewicz i wielu innych. Aktualnie pracuje nad swoim projektem Lubert, o którym opowiem dziś co nieco.  

O projekcie…


        Projekt Lubert jest nową muzyczną propozycją od Tomasza Luberta, którą prezentuje słuchaczom wraz grupą przyjaciół w osobach: Karla "Strzelba" Strzebońska, Bartosz Miecznikowski Piotr "Posejdon" Pawłowski. Jak mówią sami artyści, jest to zupełnie nowa jakość na naszym rynku muzycznym. Muzycy połączyli nowoczesne brzmienia wraz z rockowymi riffami gitarowymi a całości dopełnia charakterystyczny wokal charyzmatycznej wokalistki Karoliny Strzebońskiej, „pieszczotliwie” nazywanej „Strzelba”. Za produkcję utworu odpowiada Wojtek Horny. Myślę, że warto opowiedzieć też o osobach, które oprócz Tomka Luberta biorą udział w tym projekcie.

 

    Strzelba - Karolina Strzebońska (wokal)absolwentka szkoły muzycznej I i II stopnia w klasie wiolonczeli. Z muzyki utrzymuje się od najmłodszych lat. Już jako 15-latka śpiewała na weselach, co pozwoliło jej w późniejszym czasie na samodzielne utrzymywanie się i ukończenie studiów pedagogicznych w Krakowie i Warszawie. Uczestniczka w 12 edycji The Voice of Poland (początkowo w drużynie Tomsona i Barona, później skradziona przez Marka Piekarczyka doszła aż do ćwierćfinału).


    Posejdon - Piotr Pawłowski - multiinstrumentalista, kompozytor, aranżer. Współpracował między innymi z takimi artystami, kapelami i instytucjami jak: Dada, Closterkeller, Chocolate Spoon, Albert Rosenfield, John Porter Band, Piotr Bukartyk, Mech, Elektryczne Gitary, VIRGIN, Zbigniew Namysłowski, Michał Urbaniak, Orkiestra Filharmonii Warszawskiej, Orkiestra Teatru Wielkiego w Warszawie i wiele innych.


    Bartosz Miecznikowski - kompozytor, gitarzysta, jako muzyk sesyjny nagrał gitary na około 30 albumach wykonawców takich jak: Jay Delano, Sylwia Grzeszczak, Mezo, KASA, czy Chojnacki. 


Lubert - „Desire”


 „Desire” to zapowiedź debiutanckiego albumu projektu LUBERT, na którym poza premierowymi utworami znajdą się również dwa covery niespodzianki. Do singla powstał odjechany teledysk, kręcony nocą na ulicach Łodzi, w którym gościnnie udział wzięła mistrzyni driftu Karolina Pilarczyk oraz Karol Majewski. Zdjęcia pościgowe robią wrażenie a całość dopełnia wspaniała nocna panorama Łodzi. Producentem klipu jest wytwórnia muzyczna" KarlTom”.


Podsumowanie


  „Desire” to bardzo ciekawa propozycja od osób z dużym doświadczeniem muzycznym, czy też scenicznym, które doskonale znają się na swojej robocie, co przekłada się na duże prawdopodobieństwo odniesienia tzw. sukcesu. A Wam jak przypadł do gustu najnowszy singiel dzisiejszych gości? Dajcie znać w komentarzach i jeśli chcecie to zaglądajcie na social media projektu Lubert. Tam znajdziecie nowości, świeżutkie informacje. Serdecznie polecam! 


Social media: 

Facebook: klik

Instagram: klik

Youtube: klik

Smartlink do singla: klik 



Jak znaleźć pasję? - kilka słów plus wideo

18.8.22

Jak znaleźć pasję? - kilka słów plus wideo

    Pasja jest świetnym urozmaiceniem naszego życia, daje nam poczucie spełnienia, wyzwala pozytywne emocje. Warto znaleźć zajęcie, które stanie się naszą pasją, ponieważ dzięki temu nasze życie stanie pełniejsze. W tym temacie na blogu napisałem kilka wpisów, jednak nie wspomniałem o tym jak ją znaleźć. Dziś chcę to nadrobić. Postanowiłem to zrobić w formie kilkuminutowego wideo, które zamieszczam poniżej. 

    W tym filmie przedstawię Wam 5 wskazówek, które będą takim swoistym drogowskazem dla każdego, kto chciałby znaleźć ciekawą pasję. Oprócz tego opowiadam trochę o tym czym jest pasja, a także jakie zalety płyną z jej posiadania. I chyba najważniejszym przesłaniem, jakim bym chciał, żeby płynęło z tego filmu jest to, abyście się jak najlepiej bawili, obojętnie jaką dziedzinę wybierzecie. Warto dodać, że pasja powinna być miłym dodatkiem, który daje nam poczucie rozwoju i nadaje jeszcze głębszy sens naszego jestestwa. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak znaleźć pasję, to zapraszam poniżej:



Muzyczny Przegląd #6 - O.Y.S

11.7.22

Muzyczny Przegląd #6 - O.Y.S


Od momentu publikacji ostatniego wpisu z pod znaku Muzyczny Przegląd minęło trochę czasu, co nie oznacza, że ten cykl się urwał, wręcz przeciwnie… Dzisiejsza część udowadnia, iż ten cykl ma się całkiem dobrze. A cóż dziś zobaczycie i usłyszycie? Nietuzinkową artystkę z jej interesującym singlem o wymownym tytule, który pojawia się w dwóch wersjach. Przed Wami O.Y.S i jej singiel "Znaki"! 


O Artystce…


Pod tym tajemniczym pseudonimem kryje się Patrycja Orzeszyńska - wokalistka o barwnym, życiowym doświadczeniu przeplatanym wieloletnimi poszukiwaniami muzycznych inspiracji. Śpiewała już jako dziecko, dzieliła scenę z muzykami ze świata pop-u, opery, alternatywy, czy disco ale to muzyka elektroniczna pozwala jej na wolność ekspresji, a tym samym na połączenie się ze słuchaczami w sposób energetyczny, intymny i szczery. 

Warto dodać, iż artystka współpracuje także z producentem muzycznym, kryjącym się pod pseudonimem BRAINFREEZER, który  działa w branży jako producent, songwriter, instrumentalista i wokalista. Ma na swoim koncie dwie złote płyty a albumy z jego udziałem wielokrotnie znajdywały się na zestawieniach OLiS. Nie ogranicza się zarówno gatunkowo, jak i w środkach wyrazu korzystając z umiejętności grania na wielu instrumentach, a także znajomości różnorodnych technik produkcji muzyki. 

Oboje tworzą duet, którego misją jest ponowne zdefiniowanie polskiej elektroniki. Delikatny wokal, oryginalne teksty i brzmienia żywych instrumentów to 3 podstawowe elementy ich tracków. Muzyka duetu bazuje również na wrażliwości, nieszablonowej wizji klubowych bitów i ogromnej potrzebie wyrażania siebie. 


Znaki


„Znaki” to trzeci singiel tego duetu wokalno-producenckiego. Jest to utwór o poszukiwaniu połączenia i kontaktu ze światem, a tym samym, z najbliższymi osobami. To krótka opowieść o kobiecej sile, odnajdywaniu pewności siebie i braniu spraw w swoje ręce, gdy wymaga tego sytuacja - dodaje Artystka. Utwór pojawił się w dwóch wersjach; oryginał i remix. Warto dodać też, że remix utworu powstał we współpracy z duetem producenckim Pink Control - chłopaki też mają na koncie wiele ciekawych kolaboracji z zagranicznymi gwiazdami muzyki klubowej.  

Co ciekawe, w teledysku do utworu ”Znaki” udział wzięli Loczek i Nicki - bardziej znani jako Loczniki - para tancerzy z Poznania specjalizujących się w stylu popping. Od dwóch lat prężnie rozwijający się na TikToku gdzie zgromadzili już ponad milion obserwujących. W swoich filmach skupiają się na ruchu tanecznym, anime, grach oraz rozbawianiu widzów.


O.Y.S - Znaki



O.Y.S - Znaki (Pink Control Remix)


Podsumowanie…


Ogółem rzecz biorąc, „Znaki” to interesujące połączenie muzyki elektronicznej z polskim wokalem. Mimo, iż takich połączeń jest na naszym rynku sporo, to trzeba przyznać, iż nie każdy potrafi trafnie zespolić te dwie, mogłoby się wydawać tak oddzielne rzeczy. Tutaj zarówno O.Y.S jak i BRAINFREEZER wykonali kawał dobrej roboty. Całość dopełnia ciekawy teledysk oraz remix.  Po więcej zapraszam na social media artystki. 

Facebook - klik  
Instagram - klik 
TikTok - klik 
Youtube - klik
Spotify  

  
Jak zostać DJ-em (część 8 - promocja i pierwszy występ)

20.6.22

Jak zostać DJ-em (część 8 - promocja i pierwszy występ)


Gdy opanowaliśmy podstawy mixowania, gdy znamy już wszelkie techniczne aspekty djki, to warto wyjść w końcu z pokoju, zaprezentować się szerszej publice. Nie jest to jednak takie proste, bowiem Internet, technologia sprawiły, że DJ-i jest na prawdę dużo, co przełożyło się na walkę o miejsce do grania, którego przecież nie przybywa, a ogólnoświatowy kryzys związany chociażby z pandemią sprawił, że ilość lokali, klubów zdecydowanie się zmniejszyła. Obecnie branża klubowa próbuje się podnieść, niemniej idzie jej to strasznie wolno.

Oprócz naszych szeroko rozumianych umiejętności nabytych podczas przebytej drogi jest jeszcze jeden aspekt, o którym należy wspomnieć. Jest to promocja… Promocja siebie, swojego kunsztu djskiego, budowanie marki, zaufania wśród organizatorów imprez i głównie wśród odbiorców, czyli klubowiczów, słuchaczy. Warto więc poświęcić trochę czasu i przemyśleć strategię marketingową. 


Social media a budowanie marki


Obecnie, jednym z takich podstawowych kanałów promocji muzyków, dji, producentów muzycznych są social media. Jednak zanim klikniecie „załóż fanpage”, to warto pomyśleć nad swoim pseudonimem artystycznym. Należy spojrzeć na siebie i zapytać się: co jest we mnie oryginalnego…? Z czym ludzie mogą mnie skojarzyć…? Może to być np. jakieś niebanalne przezwisko, które mieliśmy w szkole. Może to być też nasz inicjał (o ile fajnie brzmi), bądź też coś, co kojarzy się z muzyką graną przez nas. Co warto wspomnieć, tak jak pisałem w pierwszej części, odchodzi się od używania skrótu „DJ” w nazwie. W większości przypadków używa się już tylko pseudonimu, ewentualnie można wybrać opcję grania pod imieniem i nazwiskiem. 

Gdy już mamy nasz pseudonim, to należałoby zrobić sobie jakieś dobrej jakości zdjęcie. Najważniejsze, by nie było ono pretensjonalne czy banalne, ponieważ będzie naszą wizytówką. Możecie zrobić swoje logo, np. w darmowej aplikacji Canva lub w bardziej wyszukanych narzędziach. 

Zakładamy fanpage… I co dalej? Pseudonim i zdjęcie to jednak trochę mało jak na początek. Pożądane byłoby nagrać set, który będzie prezentował nasze umiejętności. Może być on w formie audio lub w formie wideo, zależy co kto lubi. Jeśli preferujemy set tylko w wersji audio to możemy wrzucić go na jedną z dwóch popularnych platform streamingowych: Soundcloud lub Mixcloud. Tam również możecie pozyskiwać słuchaczy, followersów, itd. W tym celu musicie utworzyć konto, uzupełnić profil i wrzucić set, który będziecie promować w swoich social mediach. Jeśli chodzi o wideo, to warto założyć kanał na YouTube i tam wrzucić set. Bardzo przydatne jest także konto na Instagramie. Możemy pochwalić się swoim sprzętem, nagrywać krótkie wideo z naszym graniem, itp. Jeśli wyrażacie chęć, czujecie się w miarę pewnie to możecie zrobić streaming, czyli własną audycję na żywo, np. na YouTube.  

(źródło: unsplash.com)

Internet to nie wszystko! 


Poza Internetem mamy do dyspozycji cały wachlarz możliwości promocji. Wyłania nam się też nowa perspektywa wejścia za stery na imprezach. Tutaj tak na prawdę wystarczy chodzić na imprezy, poprzyglądać się dj-om oraz zakolegować się z nimi, spróbować wejść w ten ICH świat. Jeśli to się uda, to możecie być pewni, że zostaniecie docenieni przez nich, a także być może zaczniecie grywać w klubach. 

Innym sposobem na prezentację siebie są tzw. DJ-contesty, czyli konkursy, turnieje djskie. Choć trzeba przyznać, iż obecnie mało jest takich contestów. Sam w kilku brałem udział i mimo, że nie wygrywałem, ba, nawet do finału nie dochodziłem to miałem okazję poznać kilku innych djów, którzy zaprosili mnie na granie, gdzie poznawałem kolejne osoby, które dały szanse grać na kolejnych imprezach itd. 

W zależności od tego gdzie mieszkamy, możemy natknąć się na open decki - imprezy otwarte na które można przyjść i zagrać po wcześniejszym kontakcie czy zapisie na taką imprezę. Jest to idealny sposób na prezentację siebie, swojego grania, a także selekcji. To też świetna okazja by zawiązać nowe znajomości, które być może zaowocują kolejnymi bookingami. 


Pierwszy gig…

Pierwszy gig, występ to nomen omen mix uczuć: radości, a wielu przypadkach euforii, tremy, stresu, a nawet strachu. I to jest zupełnie normalne, ponieważ wystawiamy się na ocenę wydawaną nie tylko przez klubowiczów, ale też przez tych bardziej doświadczonych kolegów po fachu. Jak się przygotować? Przede wszystkim muzykę ułóżcie sobie podług tematyki imprezy i tego kto na niej gra. Jeśli jest to impreza stricte techno to nie wyjdziecie z cukierkowym house’em i na odwrót. Ułóżcie sobie też muzykę według czasu, w którym macie zagrać. W zależności od tego czy gracie warm-up (początek) prime-time (środek) czy closing (koniec) to inną muzykę zagracie. Początek powinno się zagrać lekko, ponieważ wtedy ludzie schodzą się na dane wydarzenie. Prime-time to czas w którym ta muzyka powinna być jak najintensywniejsza. Closing zaś, to czas, w którym warto powoli wyhamowywać klimat imprezy, tak by ją jak najciekawiej zakończyć. Zwróćcie uwagę kto i co gra przed wami i po was, dajcie możliwość wpasować się innym oraz próbujcie dopasować się do tego dj-a, który gra przed wami. Dlatego nie zalecam układania sobie gotowej playlisty z utworami, które zagramy jeden po drugim. Jedynym kluczem do odpowiedniej selekcji muzyki jest jej znajomość i odpowiedni zasób utworów, mam tu na myśli bardzo pokaźny zasób muzyki, ponieważ na godzinę seta można zużyć od kilkunastu do ponad dwudziestu utworów, jeśli gramy je sprawnie i krótko. 


Warto wspomnieć o tym, iż nowicjusze zazwyczaj rzucani są na warm-up, rzadziej na closing. Dlatego rada taka ode mnie jest taka, abyście się mniej stresowali, ponieważ ludzi będzie co najwyżej garstka i raczej nie będą skłonni od razu pląsać na parkiecie, więc nie zniechęcajcie się i róbcie swoje. Więcej o tym napisałem w jednym z pierwszych wpisów na blogu, do którego was odsyłam. KLIK    


Dla tych bardziej doświadczonych…


Mając za sobą pierwsze imprezy możemy pokusić się o organizację własnych imprez, o ile mamy dość pokaźny zasób finansowy i kontakty. Jest to kolejna droga do promocji siebie jako DJ-a, a przy okazji możliwość grania, że tak się wyrażę, na własnym podwórku. Niemniej droga organizatora eventów jest wyboista, lecz czasem warta, ponieważ abstrahując od walorów PR-owych, dajemy ludziom miejsce do tańczenia. Niemniej, w tym przypadku musimy mieć pewność ile osób słucha danej muzyki i stwierdzić czy się to opłaca czy nie. Idąc dalej, jeśli mamy zgraną ekipę dj-i żądnych imprez, to możemy stworzyć kolektyw i w kilka osób organizować imprezy. 


Podsumowanie…


By być dobrym, szanowanym i co ważne pożądanym DJ-em potrzeba czasu, pieniędzy, samozaparcia i oczywiście pasji. Przyda się też szczypta skromności i krytycznego spojrzenia na siebie. Mówi się, że DJ-om potrzebna jest charyzma, pewność siebie i z tym się zgodzę, jednak należy wyważyć sobie poszczególne cechy, ponieważ zarówno zbytnia pewność siebie jak i nadmierna skromność nic dobrego nam nie przyniosą. Najważniejszym przekazem jaki chciałbym aby płynął z tego cyklu jest pasja i miłość do muzyki, a nie tylko czekanie na sławę, popularność i pieniądze, które można zgarnąć za booking. To oczywiście jest przyjemne gdy jesteś chwalony; gdy masz pieniądze za to, że robisz to co kochasz. Jest to absolutnie ważne i potrzebne. Niemniej, nie można zagubić w tym pasji, miłości do tego zawodu. Tego Wam życzę! Powodzenia!     

Influencer - choroba XXI wieku?

6.6.22

Influencer - choroba XXI wieku?


Ten wpis jest 150-tym postem na blogu i chcę aby był on wyjątkowy, dlatego też powstaje on na dość nietypowy temat jak na ten blog, choć z drugiej strony pojawią się tu tematy, które były niejednokrotnie poruszane na tej platformie. Z racji tego, że jestem blogerem i publikuję swoje treści na wielu płaszczyznach, muszę przyznać, że śledzę wiele osób, czy to na Insta, czy to na Fejsie. Ostatnio zacząłem się zastanawiać nad rolą tych wszystkich instagramerów, tiktokerów itd. Czy oprócz zarabiania pieniędzy i reklamowania produktów wnoszą coś od siebie? Odpowiedź tutaj jest niejednoznaczna, ponieważ na ogół faktycznie, na prawdę duża grupa influencerów nic od siebie nie daje, oprócz walorów estetycznych, tak potrzebnych do reklamy produktu. Są jednak osoby, które po przez bycie właśnie influencerem próbują zmieniać świat na lepsze, wtłaczając dobre wartości do dużego grona odbiorców. I to jest oczywiście znakomite rozwiązanie, jednak nie jest bez wad. Ale o tym za chwilę… Niedawno zostało opublikowane zestawienie zawodów, które cieszą się społecznym zaufaniem. Influencer był na samym końcu listy. Pokazuje to, że ten zawód dla wielu nic nie znaczy…   

(Źródło: bankier.pl)

Infuencer; zawód dobry czy zły?


W grupie obserwowanych przeze mnie osób jest sporo kont, które są prowadzone z pewną „misją”. Dotyczy ona kwestii obalania mitów czy stereotypów w różnych sferach naszego życia, między innymi też niepełnosprawności. I to jest jak najbardziej super, ponieważ przekłada się to na realną zmianę nastawienia społeczeństwa do różnych grup. Przykładowo, za sprawą tych osób zmienia się nomenklatura używana w stosunku do tych grup w sferze publicznej. Odchodzi się używania określeń stygmatyzujących dane grupy czy mniejszości. Takie działania jednostki pokazują, iż jeden człowiek jest na prawdę zdolny zmienić świat. Dlatego też cieszę się, że w gronie ludzi, którzy świecą ładną buźką z szamponem na Instagramie można znaleźć takie perełki. Tych ludzi nam potrzeba jak najwięcej.


Zawsze jest jakieś ale…


Skoro już wspomniałem o tym, że w morzu bezdenności influencerów można znaleźć perełki zmieniające świat na lepsze to dlaczego w tytule zasugerowałem, że influencer to choroba naszych czasów? Bo nawet te perełki mogą się zmienić w typowy baner reklamowy jakichś marek lub stać się beznadziejną szarą masą podobną do innych kont. Tyczy to się w szczególności tych, którzy promują swoje treści na Instagramie. Zobaczcie, że jakimś dziwnym trafem jakość treści leci w dół wprost proporcjonalnie do zwiększającej się liczby obserwujących dane konto. Boleśnie się przekonałem na własnej skórze jak osoba, która burzy mury stereotypów w jednej grupie np. kobiet, buduje mury generalizacji wsród męskiej części społeczeństwa. Nie chcę robić dramy, dlatego też informacje kto, gdzie i po co zachowam dla siebie. Innym przykładem niech będzie konto posiadające ponad 100 000 obserwujących. Treść prezentowana na tym koncie skupia się głównie wokół niepełnosprawności. I nie powiem, lubię treści prezentowane przez tego człowieka. Jednak social media to taki potwór, który łaknie coraz więcej. Aby utrzymać tak dużą ilość obserwujących potrzeba generować ogromne ilości treści. Niestety, temat niepełnosprawności, mitów i stereotypów wokół niej nie jest niewyczerpalny. Widać spadek jakości w prezentowanych treściach. Subiektywnie uważam, że zaczyna się tam dopatrywanie nierówności, w miejscach gdzie ich nie ma. Patrząc na komentarze, myślę, że obserwujący też zaczynają to dostrzegać. Oczywiście, przykładów podobnych sytuacji można mnożyć. Jednak nie taki jest cel tego wpisu.  


Sodówka uderza do głowy? 


Człowiek doceniony, który stoi na świeczniku może łatwo się pogubić. Szczególnie gdy sukces przychodzi nagle i niespodziewanie. Warto podkreślić, że każdy ma jakąś swoją granicę, za którą zaczyna się zarozumiałość. Nie ma chyba osoby kompletnie nie podatnej na negatywne skutki sukcesu. U jednego bąbelki pójdą do głowy po objęciu wysokiego stanowiska, u kogoś innego z kolei po zdobyciu bliżej nie określonej liczby followersów, która przeradza się w rozpoznawalność, pieniądze czy właśnie w osobę, która kreuje trendy. To jest palący problem dla wielu, jednak słabo zauważalny, ponieważ granica jest bardzo cienka i znajduje się tuż pod naszymi stopami. 

Odpowiadając na pytanie z tytułu, mogę śmiało odpowiedzieć, że tak, jest choroba naszych czasów. Z jednej prostej przyczyny… Abstrahując od wspomnianej wcześnie zarozumiałości, wynikającej z sukcesu i pomijając osoby, które się na czymś znają, opowiadają o tym w socialach i mają grono odbiorców, które ich słucha, jest masa kont, osób gadających o rzeczach na których kompletnie się nie znają. Przykładem niech będzie wojna, pandemia. Masa celebrytów, influencerów pisze o tym w swoich socialach, jakby co najmniej skończyli Akademię Wojskową, bądź studia medyczne z zakresu Wirusologii; to wszystko w myśl idei nie znam się to się wypowiem. Stali się oni pożytecznymi idiotami, których jedynym celem jest rozprzestrzenianie treści nasyconych emocjami, nie mającymi nic wspólnego prawdą, bo dziś emocje rodzą pieniądz.     

Kończąc już ten wpis, chcę Wam powiedzieć, iż na ten świat social media trzeba patrzeć z dystansem, refleksyjne patrzeć na treści produkowane przez naszych ulubionych twórców. Obserwować, czy trzymają oni poziom. Próbować nawet wytknąć błąd, jeśli się taki pojawi. A Wy jak się na to zapatrujecie? Dajcie znać w komentarzach, mam nadzieję, że wywiąże się z tego ciekawa dyskusja.   

Copyright © Muzyka na kółkach , Blogger