Czy musimy cały czas działać? - o Mamtowdupiźmie słów kilka

31.5.21

Czy musimy cały czas działać? - o Mamtowdupiźmie słów kilka

    Od dłuższego czasu nic nie opublikowałem na blogu, ale to dlatego, że od jakichś kilku miesięcy przestało mi „zależeć” i zacząłem nieświadomie uprawiać pewną ideologię. Mowa tu o tytułowym mamtowdupiźmie. Cała ta sytuacja z COVIDEM (już przechorowanym i jego następstwami) sprawiła, że puściłem pedał gazu. Zastanawiam się cały czas po co i na co tak pędzimy i gdzie pędzimy... (Być może do grobu?) I doszedłem do pytań. Czy musimy się cały czas działać? Czy musimy się cały czas motywować? Odpowiem krótko - nie. A dlaczego i jak to się ma do Mamtowdupizmu o tym za chwilę. 

    Jak sami zapewne wiecie, blog ten powstał z pasji i potrzeby motywacji innych po przez muzykę oraz słowo. Pojawiało się tutaj trochę tekstów o motywacji, jednak z czasem pojawiało ich się coraz mniej, bowiem zrozumiałem jedną ważną rzecz. Mianowicie sama motywacja nie jest paliwem napędzających nas samych do działania. Jest tylko jednym ze składników tego paliwa. Oprócz tego na te paliwo składa się cel jaki chcemy osiągnąć i nasze chęci. Motywacja staje się tylko „dopalaczem” tychże chęci, które powodują tzw. chcemisię

    Ale... Są w naszym życiu jednak takie momenty na które nie mamy wpływu i choćby przyszło 1000 atletów i zjedli 1000 kotletów to i tak nie będą mieli wpływu na pewne sprawy. Ludzie jak to ludzie... jedni odpuszczają całość, tylko dlatego, że na ich drodze stanęła właśnie tego typu przeszkoda, drudzy natomiast będą próbowali przebić głową mur, frustrując się jednocześnie, tylko dlatego, że coś wymaga czasu lub czyjeś pomocy. Obie skrajności są kiepskie, jednak subiektywnie rzecz biorąc, te drugie ekstremum jest gorsze, ponieważ to wynika właśnie z obowiązku działania, mający związek z np. z wpisami motywacyjnymi pojawiających się na tym bądź innym blogu/vlogu. I to jest właśnie odpowiedź dlaczego nie należy przesadzać z motywacją, z działaniem, ponieważ może to przynieść skutek odwrotny do zamierzonego i być niezdrowe dla nas samych. Z pomocą przychodzi Mamtowdupizm, czy jakby inaczej określić - nie chce mi się. Ideologia, która polega na olewaniu obowiązków, działań tej codziennej gonitwy. Myślę, że czasami warto sobie coś odpuścić, olać i poczekać na to co przyniesie jutro. Być może kolejny dzień zmieni perspektywę, z której patrzymy na ten nurtujący problem? Albo ktoś lub coś sprawi, że to co jest niewykonalne stanie się już wykonalne? Warto więc nauczyć się odpuszczać pewne sprawy, nie robić nic. Będzie to zdrowsze dla nas, dla naszego umysłu i duszy. I tutaj taki mały apel, który może zabrzmieć nieco egoistycznie. Zadbajmy o siebie! O swoje zdrowie, życie, relacje z bliskimi. Miejmy w dupie to, że podłogi dziś nie umyliśmy. Przestańmy pędzić na oślep. Zastanówmy się co lub kto jest ważny? My czy ludzie, którzy nas odwiedzą i być może obmówią nas do innych: o ten to podłogi dziś nie umył... Przestańmy przejmować się błahostkami. Wyjdźmy do parku, do lasu, cieszmy się teraźniejszością.

     Oczywiście należy też mieć z tyłu głowy taką swego rodzaju "lampkę", która zapali się w momencie gdy ciut przesadzimy z Mamtowdupizmem, idąc w swego rodzaju patologię, polegającą na posiadaniu dosłownie wszystkiego w czterech literach i usprawiedliwianiu tego tą filozofią szczęśliwego człowieka. Przykładowo nie wyniosę śmieci, a leżą już tydzień i śmierdzą bo Mamtowdupizm Nie nakarmię dzieci, bo Mamtowdupizm. Obowiązki w pracy też oleję - Mamtowdupizm. To już jest lenistwo i chamskie usprawiedliwianie się przed sobą. Tutaj chodzi głównie oto by wyłuskać takie rzeczy na które mamy najmniejszy wpływ i pozwolić im toczyć się własnym torem, bez ciśnienia. Dlatego też ten wpis niech będzie taką swoistym apelem, abyście czasami sobie odpuścili i motywowali się oraz działali w tych sprawach na których macie realny wpływ. 

     Na koniec chciałbym pokazać Wam utwór od Magiery, Otsochodzi, Fisza i Pezeta pod tytułem „Na już”, który idealnie wpasuje się w ton tego wpisu, jednocześnie podkreślając jego wagę. Bo dziś, tzn. w dzisiejszych czasach tak już jest: „za głośno, za dużo, za szybko, na już”. 

Przygoda z winylem - jak dbać o płyty winylowe?

30.4.21

Przygoda z winylem - jak dbać o płyty winylowe?

    Sprzęt skompletowany, ustawiony i podłączony oraz skonfigurowany. Pozostaje nam tylko położyć igłę na płytę, wcisnąć start i możemy cieszyć uszy i oczy. Coraz bardziej wpadamy w ten winylowy "nałóg". Zaczynamy przeglądać aukcje internetowe, szukamy sklepów, przeglądamy Discogs, uczestniczymy w giełdach. Tylko po to, aby znaleźć ciekawe kąski płytowe. Jednak płyta winylowa ma pewne niedoskonałości. Przede wszystkim zajmuje sporo miejsca, więc nasza kolekcja, która rośnie praktycznie bez przerwy, musi się gdzieś pomieścić. Dodatkowo, w pewnym momencie podczas delektowania się muzyką, słychać jak dźwięk trzeszczy, a potem słychać szur igły zjeżdżającej do środka... Coś się zepsuło? Wpadamy w panikę? Nic z tych rzeczy... To tylko kurz, który zebrał się na igle. Bo widzicie... Płyta winylowa, podobnie jak inne przedmioty, które stoją na półkach się kurzą, natomiast ten kurz potem oblepia igłę. I o tym będzie dzisiejszy wpis. Jak dbać o płyt tak aby grały nam jak najdłużej i jak najlepiej. 

    Jednak zanim do tego przejdziemy, chciałbym wspomnieć kilka słów na początek o przechowywaniu płyt. Już sam gabaryt płyty z okładką daje nam do zrozumienia, iż winyle potrzebują więcej miejsca niż np.: płyty CD. Tak więc warto już na początku wybrać sobie miejsce na przechowywanie płyt, nawet jeśli nasza kolekcja jest bardzo skromna i liczy zaledwie kilka sztuk. W sklepach znajdziemy różnego rodzaju fikuśne stojaki czy półki, które mimo tego, że interesująco wyglądają i sporo kosztują to niestety, są nieopłacalne, ponieważ mieszczą bardzo małą ilość płyt. Warto tutaj pochylić się nad regałem Kallax z Ikei, o którym już wspominałem na początku tego cyklu. Płyty w owym miejscu trzeba odpowiednio ustawić. Ale co znaczy odpowiednio? Zobaczycie na poniższym zdjęciu. 


Jak widzicie, płyty ustawiamy pionowo, na tzw. sztorc. Kładąc jedna na drugiej, robimy błąd ponieważ ciężar płyt może powodować uszkodzenia winyli znajdującym się na samym spodzie. Już nie mówiąc o kiepskiej ergonomii przechowywania, czyli mówiąc prościej... Ciężej nam jest znaleźć pożądaną płytę, szczególnie jeśli leży sterta płyt. Dlatego też płyty układa się pionowo, jak książki.   

   Warto dodać jeszcze fakt, iż nieodłącznym elementem płyt winylowych jest ich okładka, która nierzadko stanowi wartość dodaną do płyt i potęguje nasze doznania, ponieważ jest ona takim swoistym dopełnieniem zawartości muzycznej, jaka znajduje się na płycie. Dlatego też muszą być chronione, tak aby cieszyły nasze oko jak najdłużej. Taką swoistą ochroną są folie, a właściwie okładki ochronne na płyty. Takie okładki nie są jakoś zabójczo drogie, ponieważ za 100 szt zapłacimy ok 129 zł, a dadzą nam ochronę przed zębem czasu. Można znaleźć także koperty antystatyczne, które niwelują gromadzeniu się ładunkom statycznym. 

    Przechodząc do czyszczenia płyt... Mamy dwa rodzaje, dzięki którym możemy wyczyścić płytę - na sucho i na mokro. Do czyszczenia na sucho potrzebna będzie nam szczotka, tudzież wałek lub pędzelek. Na rynku znajdziemy głównie szczotki węglowe oraz welurowe. Trwają spory co do wyższości szczotek welurowych nad węglowymi. Sam miałem oba rodzaje i moim skromnym zdaniem trwalsze są welurowe, choć może to wynikać z jakości posiadanej szczotki węglowej. Jak czyścimy? Kładziemy płytę na gramofon, wciskamy star, kładziemy szczotkę na płycie i przejeżdżamy szczotką od środka do zewnątrz. Gdy na płycie znajdziemy tłuste plamy, odciski palców czy ogólny brud, wtedy warto zastosować czyszczenie na mokro. Najprościej byłoby zalać wodą z mydłem, jednak raczej tego się nie poleca, ze względu na duże ryzyko uszkodzenia płyty. Niektórzy stosują także klej Wikol, lecz moim zdaniem tego typu metoda jest również mocno ryzykowna. Najlepiej stosować zachowawcze metody, które są już sprawdzone i wypróbowane przez użytkowników winyla na całym świecie. W sklepach znajdziemy płyny do mycia płyt, np.: pod postacią sprayu, który rozprowadzamy na płycie i przecieramy ściereczką. Mamy też do dyspozycji myjki, z możliwością zakupu ich z płynem lub bez. Przykładem niech będzie najtańsza myjka Knosti. Jest też płyn, tzw. mikstura forumowa, czyli płyn sobie robiony z wody destylowanej, alkoholu izopropylowego i fotonalu. Osobiście płyty myję tą miksturą i generalnie jest to bardzo opłacalne względem sklepowych płynów, no i wiadomo jakie składniki stosujemy. Jednak pamiętajcie... Robicie tak na własną odpowiedzialność. ;) Warto dodać, że niektóre sklepy z płytami oferują mycie za niewielką opłatą. Tak więc, jeżeli ktoś ma dostęp do takich usług to myślę, że warto z nich skorzystać. 

  Kończąc wpis, warto powiedzieć, że ogólnie płyty winylowe są trwałym nośnikiem, jednak nie są niezniszczalne. Aby mieć jak najlepsze doznania i radość z obcowania z czarną płytą, należy zapewnić płytom pewne warunki i utrzymywać czystość. Pozwoli to nam cieszyć się muzyką z winyla jak najdłużej.            

     

Przygoda z winylem - jak zacząć? (część 3)

23.4.21

Przygoda z winylem - jak zacząć? (część 3)

 


Dzisiejszą, już trzecią część mini cyklu pt.: "Jak zacząć przygodę z winylem?" poświęcę sprawie związanej z przedwzmacniaczami, wzmacniaczami, które moim zdaniem warto kupić. Podobnie jak w przypadku gramofonów - klik zrobię listę produktów, opiszę pokrótce charakterystykę i podam cenę. Jedynie nie podam modelów w akapicie poświęconym kolumnom. Dlaczego? O tym dowiecie się za chwilę. Zanim przejdziemy do meritum to chciałbym naszkicować wam tor audio, czyli urządzenia, które muszą znaleźć się w zestawie, aby dźwięk popłynął z płyty do naszych uszu.

Zaczynając od początku, wszystko zaczyna się od źródła dźwięku. W przypadku tego cyklu artykułów od płyty położonej na talerz gramofonu i igły, która wprowadzona zostaje na płytę. Ale może to być dowolne źródło dźwięku, np.: płyta CD, streaming, kaseta magnetofonowa, itp. Wracając do gramofonu... Z niego dźwięk wędruje do przedwzmacniacza gramofonowego. Tego typu przedwzmacniacze występują w różnych formach, już w budowane w gramofon, bądź w wzmacniacz lub jako osobne urządzenie. Dalej mamy już wzmacniacz, czyli przedostani element naszej układanki. Tutaj należy wspomnieć, że rozróżniamy wzmacniacze dzielone - przedwzmacniacz (jego zadaniem jest regulacja głośności, możliwość przełączenia kilku źródeł i (lub) korekcję wzmacnianego sygnału) oraz wzmacniacz mocy (do niego podłączamy kolumny) mają w oddzielnych obudowach, oraz wzmacniacze zintegrowane, w których wszystko jest w jednej obudowie. Wiele wzmacniaczy ma wbudowany tuner radiowy. Takie urządzenia  nazywamy "amplitunerem". Ostatnim elementem układanki toru audio jest nasz odsłuch, czyli głośniki, bądź słuchawki. 


Przedwzmacniacz

Warto na początku wspomnieć o przedwzmacniaczu gramofonowym, bez którego gramofon może brzmieć płasko i utwory będą pozbawione pewnych częstotliwości, brzmiąc na prawdę cicho. Jednak, co warto jeszcze raz podkreślić, nie musimy stosować przedwzmacniacza w takich sytuacjach jak wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy w nasz gramofon, bądź w wzmacniacz, który już posiadamy lub będziemy posiadać. No dobrze... Ale co gdy nie posiadamy przedwzmacniacza phono (bo tak też mówi się o przedwzmacniaczu gramofonowym)? Trzeba  zaopatrzyć się w oddzielne urządzenie. Przedwzmacniacze możemy podzielić na możliwość pracy z różnymi typami wkładek: MM (Moving Magnet) czy MC (Moving Coil). Taki podział jest bardzo istotny, ponieważ wkładki typu MC potrzebują wzmacniacza z wyższym napięciem wyjściowym. Poniżej znajdziecie trzy przykłady takich przedwzmacniaczy.


Vivanco PA 115

Jest to przedwzmacniacz do wkładek typu MM. Wejście:2 x RCA (Chinch). Wyjście:2 x RCA (Chinch) Zasilanie:12V Cena: od 69 do 135 zł


Pro-Ject Phono Box E 

Również i ten przedwzmacniacz przeznaczony jest do wkładek MM. Napięcie wyjściowe 500 mV @ 1 Wyjścia/wejścia 1 para RCA. Wzmocnienie MM 40 dB Cena 300 zł



Oehlbach 6060 

Trzecim produktem jest przedwzmacniacz do wkładek MM i MC. Separacja kanałów: > 70 dB (MM), > 60 dB (MC). Stosunek sygnału do szumu > 72 dB (MM); > 60 dB (MC) Wzmocnienie(1kHz) 40dB(MM), 60dB(MC). Impedancja wejściowa (MM)  47kohm, (MC) 100 omów. Cena 300 do 399 zł



Wzmacniacz 

Samą charakterystykę wzmacniaczy opisałem powyżej, więc chyba nie widzę sensu by przytaczać jeszcze raz to samo. Dlatego też przejdźmy do meritum. Poniżej znajdziecie kilka modeli, które moim i innych zdaniem są przyzwoitymi wzmacniaczami w całkiem niedużych cenach. Warto dodać, że wybór wzmacniacza zależy od kilku czynników takich jak moc, stosunek sygnału do szumu, czyli wartość wyrażoną w decybelach, oznaczającą różnicę pomiędzy czystym sygnałem audio, a szumami pochodzącymi ze wzmacniacza. Warto zaznaczyć, że tak jak w przypadku gramofonu, wkładek, przedwzmacniaczy tak i we wzmacniaczach są to tylko przykłady urządzeń w miarę dobrych, które można kupić w rozsądnych pieniądzach.   


Pioneer A-10AE 

Jest to wzmacniacz zintegrowany, czyli złożony z przedwzmacniacza i i wzmacniacza  mocy, zamknięty w jednej obudowie. Posiada już wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy, dzięki czemu możemy go pominąć w naszym torze audio. Posiada jedno wyjście 2xRCA i 4 wejścia 2xRCA oraz jedno wyście słuchawkowe jack 6,3 mm.  Pasmo przenoszenia: 10 - 100.000Hz, czułość wejścia: 200mV, impedancja wejściowa: 47.000 Ohm. Stosunek sygnał/szum: 103db. Cena: 999 zł 


Yamaha A-S301

Drugi wzmacniacz w tym zestawieniu to Yamaha A-S301. Podobnie jak Pioneer, jest wzmacniaczem zintegrowanym. Posiada przedwzmacniacz gramofonowy, jednakże dedykowany jest on do wkładek typu MM. Oprócz tego mamy także możliwość podłączenia odtwarzacza CD i Blu-ray oraz możliwość podłączenia adaptera bluetooth (model YBA-11). Tutaj mamy możliwość podłączenia do dwóch zestawów głośnikowych. Moc wyjściowa: 2x 90 W, Pasmo przenoszenia: 10 - 100.000Hz. Stosunek sygnał/szum: 99db. Cena 1199 zł


NAD C326BEE

Trzecim wzmacniaczem, który chciałbym zaprezentować jest C326BEE od firmy NAD. Jest to wzmacniacz zintegrowany o mocy 2x50 W, posiadający pasmo przenoszenia 20 - 20000 Hz.i stosunek sygnał/szum: 110db.  Posiada korekcję tonów, dzięki czemu możemy ukształtować w pewien sposób charakterystykę naszego brzmienia. Nie posiada przedwzmacniacza gramofonowego. Dlatego musimy albo dokupić przedwzmacniacz, albo zaopatrzyć się w gramofon z przedwzmacniaczem. Cena: 1799 zł.


Kolumny

Kolumny, czyli głośniki to praktycznie ostatni element naszego toru audio, choć jak wiadomo, ostatecznym elementem tej "układanki" są nasze uszy oraz mózg. To dzięki nim odbieramy poszczególne dźwięki oraz subiektywnie wydajemy opinie na temat usłyszanej muzyki. Dlatego też w tej części tego wpisu nie podam przykładów poszczególnych modeli, gdyż wychodzę z założenia, że akurat tę część toru audio powinniśmy wybrać sami, pod kątem tego jak słyszymy, no i oczywiście naszego budżetu. I owszem... Mógłbym w tym tonie napisać cały ten cykl, ponieważ to jak słyszymy zależy nie tylko od samych kolumn, lecz od wkładki, wzmacniacza, pokoju, w jakim stoi nasz sprzęt odsłuchowy... Natomiast mogę w tym akapicie wskazać kilka istotnych rzeczy, na które należy zwrócić uwagę przy wyborze naszych kolumn. Na początek zwróćmy uwagę jakie głośniki są zamknięte w naszych kolumnach oraz jakiej są wielkości. Można znaleźć kolumny dwu lub trzy pasmowe, które to przetwarzają poszczególne pasma. Największym głośnikiem w kolumnie jest głośnik niskotonowy, który jest największy i to jego rozmiar (wyrażony w calach) dopasowujemy do naszego pomieszczenia. Mamy jeszcze głośniki średnio oraz niskotonowe. Następną cechą kolumn podobnie jak w przypadku wzmacniaczy na moc, która  ma różny charakter, więc aby bardziej zrozumieć moc odsyłam tutaj. Dodajmy do tego impedancję, czyli oporność głośnika wyrażoną w ohmach. Co ważne, dane o impedancji we wzmacniaczu muszą być zgodne z tymi z głośnikami. Kolumny można podzielić na pasywne i aktywne. Czym się różnią? Aktywne mają wbudowany wzmacniacz, pasywne zaś są go pozbawione.   


Na koniec chciałbym pokazać małe ułatwienia dla początkujących. Jeżeli macie np. wieżę audio, możecie użyć jej jako wzmacniacza. Wystarczy, że kupicie przedwzmacniacz lub gramofon z przedwzmacniaczem. Podobnie jest z kinem domowym, jednak warto mieć na uwadze fakt, że takie rozwiązania nie są dobre  na dłuższą metę i myślę, że jeżeli ktoś będzie chciał wejść w temat głębiej to i tak kupi oddzielny  wzmacniacz oraz kolumny. Chciałbym też pokazać Wam jak wygląda mój tor audio. Ze względu na to, że jestem dj-em u mnie zestaw wygląda ciut inaczej, niż wyglądałby przy samym stanowisku odsłuchowym. Otóż swoje gramofony mam podpięte do mixera djskiego, z wbudowanym przedwzmacniaczem (obecnie podpinam też do systemu DVS - Digital Vinyl System, dzięki któremu mogę grać muzykę z laptopa za pomocą specjalnych płyt winylowych z wytłoczonym kodem czasowym). Dalej, sygnał idzie do interfejsu audio, czyli mówiąc potocznie - karty dźwiękowej. Do interfejsu podłączone mam jeszcze syntezatory oraz komputer. Z interfejsu dźwięk idzie do moich monitorów studyjnych, które są aktywne, dzięki czemu pomijam kwestie wzmacniacza. 


 

Winylowy Przegląd #12

26.3.21

Winylowy Przegląd #12


    Pewnie się zdziwicie dlaczego mamy dwa przeglądy płyt w tym samym miesiącu, ale już spieszę z wyjaśnieniem... Przyznam szczerze, że wynika to z wszelkich opóźnień i przerw w pisaniu bloga. Tak wyszło, że mamy dwie części teraz, natomiast od kwietnia Winylowy przegląd wróci do swoich ram czasowych i będzie publikowany jak do tej pory: w czwarty piątek miesiąca. Dodatkowo, powstanie też swego rodzaju odnoga tego cyklu, czyli Winylowy Przegląd on the road. Polegać on będzie na tym, że to Wy, drodzy miłośnicy czarnych płyt będziecie prezentować swoje perełki z kolekcji. Dlatego też jeśli chcecie pojawić się w tym cyklu to proszę, wybierzcie kiła płyt i napiszcie kilka słów o nich oraz co nieco o sobie i swojej kolekcji na adres: muzykanakolkach@gmail.com. A tym czasem zapraszam Was na dwunastą część Winylowego przeglądu. A co dzisiaj? Sowita porcja muzyki elektronicznej, okraszona polskim popem. 

 

DJ OKO - Endless exploration part 2 

Na pierwszy ogień idzie najnowsza epka zatytułowana Endless exploration od DJ OKO. Jak można się domyślić, jest to druga część. Pierwszą oczywiście też posiadam w swoich zbiorach. Na tej epce, którą dziś przedstawiam znajdziecie cztery utwory od tego artysty, przy czym jeden utwór, a dokładnie Constant time został zrobiony przy udziale niemieckiego dja i producenta Chris Stussy. Zarówno pierwsza jak druga część Endless exploration zostały wydane w francuskiej wytwórni Berg Audio, która to wyróżnia się na tle innych nie tylko muzyką, ale także i okładkami, inspirowanymi architekturą socjalistyczną. Zawartość muzyczną tejże epki określiłbym jako atmosferyczny deep house, opleciony minimalistycznym beatem. 

 

Tripmastaz - The Archives: Tripmastaz 

The Archves: Tripmastaz to druga epka w dzisiejszej części, która została wydana w wytwórni Berg audio, dodatkowo na 10" winylu. Prawdę powiedziawszy, jest to pierwszy winyl w tym rozmiarze w mojej kolekcji. Stylistycznie, wydawnictwo te, zbytnio nie odbiega od standardu muzycznego tejże wytwórni. Klimat jest ciut cięższy, aniżeli w propozycji powyżej. 

 

 

John Hut - Trees 

Pozostając w klimatach deep house oraz Francji, chciałbym przedstawić Wam najnowsze wydawnictwo z wytwórni Aku, które wywodzi się z francuskiej wytwórni Yoyaku. Trees, bo o tej epce mowa to zwiewne, lekkie i przyjemne pląsy w rytm deepowych i minimalistycznych pętli. Bardzo wpasowuje się w wiosenny klimat, więc pomyślałem, że warto taką płytę mieć w swojej kolekcji. 


 

Chino - Early days 

Z Francji przechodzimy do Polski, bowiem chciałbym przedstawić Wam epkę polskiego producenta Chino. Epka ta została wydana w polskiej wytwórni Recognition Records w 2013 roku, co oznacza, że ma na swoim karku już 8 lat. I Muszę się wam do czegoś przyznać... Przez kilka lat polowałem na tę epkę, ze względu na utwór Raw & Rugged, który uwiódł mnie swoim ciekawym wokalem i hipnotyzującym beatem. Niemniej reszta epki, co mogę śmiało powiedzieć, również przypadła mi do gustu.  

 

 

Krzysztof Zalewski - Zabawa 

Na koniec, jak obiecywałem, odbijemy od muzyki elektronicznej, bowiem chciałbym okrasić tę część ciut innym gatunkiem. Album, który teraz przedstawiam, czyli Zabawa to piąte wydawnictwo w dorobku artysty, Krzysztofa Zalewskiego. To z tego albumu pochodzą znane utwory jak tytułowa Zabawa, Wszystko będzie dobrze czy Annuszka. Myślę, że warto mieć ten album w swoich zbiorach, bowiem jest on w moim odczuciu bardzo dobry i warty przesłuchania w całości.   



  
Czy pasja może być toksyczna?

10.3.21

Czy pasja może być toksyczna?

 


    Zastanawialiście się czy pasja może być toksyczna? Przecież hobby, pasja to z pozoru coś fajnego, coś co pozwala nam się rozwijać, daje nam poczucie spełnienia. Jednak posiadanie pasji ma swoje ciemne strony. Ale jakie? O tym za chwilę. Spójrzmy na chwilę przez stereotypowe okulary. Jak widzicie pasjonata? Jest to osoba pochłonięta w swoim zainteresowaniu? Czy też pasjonat to ktoś, kto w wolnym czasie poświęca się swoim pasjom? Można śmiało stwierdzić, że i jedna i druga odpowiedź pasuje, bowiem poświęcenie się pasjom wymaga od nas pewnego zaangażowania, w każdym aspekcie. I tu dochodzimy do takiej pierwszej ciemnej strony, czyli zbyt dużego zaangażowanie w tym, czym się interesujemy. Zapewne widzieliście osoby, których pasją jest kolekcjonowanie różnych rzeczy. I już mniejsza o to, co kto kolekcjonuje. Jednak samo zbieranie może wpędzić nas w poczucie chęci kolekcjonowania coraz to bardziej rzadszych egzemplarzy, czyli tzw. "białych kruków", przez co można doprowadzić się do uzależnienia. Od tego już prosta droga w dół. Tracimy wszystko: pieniądze, rodzinę, wolny czas, zapętlając się w swoim zbieractwie. 

    Ale nie tylko grupa kolekcjonerów jest podatna na takie skrzywienia. W zasadzie każdy, kto poświęca swoim pasjom i zainteresowaniom dużo czasu może wpaść w sidła uzależnień, bowiem realizacja siebie i spełnianie się w jakiejś pasji pobudza nasz ośrodek nagrody w mózgu, który dostarcza nam przyjemności. Ta przyjemność, te przywiązanie do rzeczy jakie nas interesują i pociągają, z czasem mogą stać się tak silne, że przesłonią nam cały świat. Myśli nasze kierowane będą głównie ku naszej pasji, czego wynikiem może być zaniedbanie wszelkich obowiązków. Rozmowy z naszymi bliskimi również kierowane będą na tor pasji, co może być przyczyną oddalenia się innych od naszej osoby. 

    Toksyczność pasji może mieć jeszcze jeden objaw. Mowa tu o wypaleniu zawodowym. Szczególnie dotyczy to pasji i zainteresowań, które są mocno kreatywne i dotyczą twórczości, w każdej dziedzinie. Poświęcając się swojemu zajęciu, bez przerwy może dojść do wspomnianego wypalenia, które to przełoży się na naszą twórczość i na nas. Za przykład wezmę swoją branżę muzyczną. Wielu DJ-ów i producentów muzycznych żyje ze swojej pasji. Są osoby, które zamykają się w studio na kilka dni/tygodni i tworzą muzykę bez przerwy. Takie zachowanie może prowadzić do wypalenia i frustracji wywołanej brakiem świeżych pomysłów oraz niemożnością dalszego działania. Osobiście, pomimo tego, że siadam do studia wtedy kiedy chcę to również mam momenty, kiedy czuję się wypalony i „biję głową w mur” nie mogąc wymyślić niczego nowego. Wtedy pomaga mi spora przerwa, nawet kilkutygodniowa, po której znowu nabieram ochoty na stworzenie czegoś nowego. 

     Dziedziny artystyczne dają sposobność odnoszenia sukcesów, bycia sławnym, popularnym. I samo w sobie to nie jest nic złego. Niczym złym jest chęć bycia rozpoznawalnym, posiadania milionów fanów, którzy wariują na widok naszych dzieł, czy to muzycznych, czy jakichkolwiek innych. Jednak co warto podkreślić, posiadanie tzw. parcia na szkło może wywołać obsesję na punkcie bycia sławnym, która stłamsi wykonywaną przez nas pasję, pozbawi nas radości z życia i wywoła w nas wiele negatywnych emocji. Warto pamiętać o tym, że skupiając się na popularności samej w sobie zapomina się o tym co jest dla nas ważne, czyli pasja sama w sobie. Myślę, że warto robić coś nie tylko dlatego, bo da nam jakieś profity, lecz robić to bo sprawia nam to przyjemność, bez względu czy coś się opłaca czy też nie. 

    Odpowiadając na przedstawione w temacie pytanie mogę z całą stanowczością stwierdzić, że pasja może być toksyczna, jeśli tylko przekroczymy granice, które zawsze znajdują się tuż pod naszymi stopami. 

Copyright © Muzyka na kółkach , Blogger