Przebodźcowani

20.10.21

Przebodźcowani


  Ostatnio obejrzałem na YouTube filmik od Kuby Klawitera odnośnie awarii Facebooka, o której sam też pisałem tutaj. Film ten wywołał u mnie pewne spostrzeżenia, które mogą wydawać się dość oczywiste jednak trudne do dostrzeżenia przez nas z XXI wieku. Też miewacie czasem dość wszystkiego co nas otacza i zaszylibyście się w Bieszczadach? Jeśli tak to nie jesteście odosobnieni. Dzisiejszy świat jest niestety tak skonstruowany, że żyjemy w takiej nazwijmy to „pułapce” informacji, bez których obecnie ciężko jest funkcjonować. Niemniej tych informacji może być po prostu za dużo, co daje efekt przebodźcowania i zmęczenia. 
Tylko jak żyć, kiedy tyle informacji mamy w zasięgu ręki, a właściwie palca? Jak żyć, kiedy co i raz na ekranach smartfonów wyskakują kolejne powiadomienia, a FOMO dotyka coraz więcej osób? Czy jesteśmy zdolni do tego by wyrzucić smartfon czy komputer na śmietnik lub schować to głęboko w szafie? Szczerze w to wątpię… Myślę, że nawet ucieczka we wspomniane Bieszczady też nie przyniesie ulgi. A to dlatego, że de facto my, ludzie potrzebujemy bodźców i to każdego rodzaju. Przesiadka w autobus jadący w drugą skrajność też nie jest wyjściem. Czy zatem jesteśmy skazani na coraz większą i większą dawkę informacji? Jeżeli coś z tym nie zrobimy to na pewno…
Zapewne, przeglądając Fejsa natrafiacie na posty z prośbą o pomoc dla małego Szymka, Antosia lub dla innego dziecka z podlinkowaną zrzutką na jednym z portali. Co robicie? Reagujecie na te wpisy? Udostępniacie? A może komentujecie? Algorytm to zauważa i podrzuca Wam coraz więcej tego typu postów na Waszym wallu. Jak trafnie można zauważyć, człowiek jako istota plemienna, zasadniczo dba o „młode”, więc większość ludzi w pewien sposób cierpi, widząc chore dzieci, a przecież nie da się pomóc wszystkim. Do tego dochodzą informacje o tym co aktualnie się dzieje w kraju i na świecie, memy, fake newsy, kłótnie, dramy i możemy dostosować się do trendów jakie teraz panują, czyli próbować być na bieżąco i analizować wszelkie informacje, które  zrobią z nas ekspertów od wszystkiego, bo przecież wypada coś o świecie wiedzieć. Możemy też postąpić inaczej i w pewien sposób selekcjonować informacje, tylko musimy pamiętać o tym, że za rogiem czycha na nas bańka informacyjna, która próbuje nas wessać. Jeśli nas wessie to, niestety, ale wtedy zwiększa się ryzyko, że będziemy tolerować informacje tylko dla nas wygodne, które będą wspierane przez algorytmy.  
Przebodźcowanie nie wynika tylko z dużej ilości informacji, lecz także z przyswajania i próby analizy zebranych w danym dniu informacji. Ciągła stymulacja powoduje w nas chroniczne zmęczenie. Jak się przed tym uchronić? Przede wszystkim w natłoku dnia spróbujmy chociaż na kilka, kilkanaście minut się wyciszyć, położyć, odpocząć. I nie, nie oglądajmy wtedy Netflixa, nie czytajmy książek. Oglądanie Tik Toka, Instagrama i Fejsa to też nie jest odpoczynek. Warto usiąść z kubkiem kawy, czy innego napoju i popatrzeć w ścianę bez ciągłego mielenia informacji w głowie. Wiem, że jest to trudne zadanie, bowiem uważa się, że takie zachowanie będzie marnotrawstwem cennego czasu. Myślę, że dobrze by było, aby każdy z nas choć na chwilę usiadł na czterech literach i posiedział bezczynnie. Dobrze też sobie jest uświadomić, że czasami nieumiejętnie korzystamy z social media i innych dobrodziejstw technologicznych. Wpis zakończę smutnym akcentem, ponieważ pisząc o przebodźcowaniu, sam dokładam cegiełkę do tej masy informacyjnej, co jest oczywiście ciekawym paradoksem, czyż nie? 


Muzyczny przegląd #2 - Zuza Wiśniewska

11.10.21

Muzyczny przegląd #2 - Zuza Wiśniewska

  Gdybym miał opisać dzisiejszego gościa to powiedziałbym, że jest to osoba, która obserwuje i w intrygujący sposób przedstawia świat, filtrując go przez formę swojej twórczości. Takim największym atutem artystki jest siła przekazu i oryginalność. Śpiewa o bardzo ważnych sprawach, które wpływają na jej twórczość i znajdują tam odzwierciedlenie. Moim gościem w tej drugiej części cyklu jest artystka reprezentująca nurt piosenki literackiej. I z całą stanowczością mogę napisać, iż jej muzyka jest powiewem świeżości dla tego gatunku. W dalszej części tekstu znajdziecie garść informacji o moim dzisiejszym gościu oraz wywiad, na który serdecznie zapraszam!

Jednak najpierw przybliżmy postać dzisiejszego, nietuzinkowego gościa. Zuza Wiśniewska to pochodząca z Torunia autorka tekstów piosenek, kompozytorka, wokalistka i ukuleleistka. Tworzy piosenki, których sama chciałaby posłuchać. Artystka jest laureatką szeregu ogólnopolskich i międzynarodowych festiwali piosenki autorskiej i poetyckiej, m.in. Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych ,,Śpiewajmy Poezję”, Finału Turnieju Poezji Śpiewanej w ramach Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego, FIPA, FOPA czy I Międzynarodowego Festiwalu ,,Szlakiem Bardów”. 

(okładka płyty; fot. Anna Łukaszewicz)

W tym roku wydała swój debiutancki album, który miał premierę 17 września w Wytwórni Artystycznej MTJ. Jak sama artystka przyznaje: LUSTERKA to zbiór bardzo różnych piosenek. Na pierwszą połowę składają utwory, które napisałam już kilka lat wcześniej i z którymi miałam przyjemność gościć na różnych scenach. Z kolei część druga to w większości nowinki, z którymi jestem od roku albo nawet krócej. Najnowszym jest chociażby ,,Tupecik” napisany w ramach akcji #RzutSłowem towarzyszącej zbiórce na wydanie albumu. Tak samo ,,Miły mój”, stworzony dla pewnego wyjątkowego mężczyzny. Starałam się na tym albumie zawrzeć sporo obserwacji i myślę, że to się udało. Myśląc o debiucie zależało mi też na różnorodności, która w ,,Lusterkach” objawia się nie tylko pod kątem tekstowym, ale również instrumentalnym. Na płycie można posłuchać nie tylko mojego ukulele, ale również pięknego dopełnienia w postaci gitary basowej i instrumentów perkusyjnych. Warto wspomnieć o tym, że w nagraniach utworów wzięli udział muzycy związani z Bydgoszczą i Warszawą: Piotr Klimek, Dawid ,,Kiwi” Cholewiński, Wojciech Jachna, Kamil Szafrański, Krzysztof Łochowicz i Marcin Partyka. Całą płytę promują dwa single: „Zwierciadła” i „Litania”.  

Zuza Wiśniewska - Zwierciadła


Zuza Wiśniewska - Litania 


Poniżej znajdziecie też odpowiedź na kilka pytań, które udało mi się zadać dzisiejszemu gościowi. Przy okazji podczas czytania, warto zapoznać się z twórczością artystki. 


Jak wyglądało Twoje pierwsze spotkanie z muzyką? Jak w ogóle się to wszystko zaczęło?


Pochodzę z teatralnej rodziny. Aktorami są nie tylko moi rodzice, ale również ciotka, wuj, a teraz nawet i kuzyn! W związku z tym od zawsze bliskim mi było środowisko artystyczne. Nasz dom rodzinny był zawsze otwarty, zarówno na ludzi, jak i sztukę. Do tego wszystkiego doszedł też fakt, że mój tata od kiedy pamiętam grał na gitarze wszelkiego rodzaju piosenki z sensem: repertuar Agnieszki Osieckiej, Jacka Kaczmarskiego czy Włodzimierza Wysockiego. To z pewnością przyczyniło się do większej świadomości istnienia twórczości literackiej i pierwszych fascynacji. Drugim punktem zapalnym były moje pierwsze próby występowania na przeróżnych konkursach i przeglądach. Na początku startowałam z piosenkami wyżej wspomnianych autorów. Później poznałam kilka osób tworzących własne piosenki. Bardzo mi się to spodobało - indywidualność, zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej i wykonawczej. Prezentując własny utwór trudno Ci zarzucić nieoryginalność. To też zdecydowanie bardziej wymagająca droga, bo trzeba opanować kilka rzeczy na raz: grę na instrumencie, słowo, artykulacje i szereg innych aspektów istotnych dla satysfakcjonującego wykonawstwa. No i tak już mi zostało do dziś.


Skąd zamiłowanie do ukulele?


Po ten instrument sięgnęłam w przypływie, jak ja to mówię, zlecenia. Moja przygoda z instrumentami zaczęła się już w podstawówce. Mam za sobą 5,5 roku szkoły muzycznej w klasie skrzypiec. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam Panią Natalię Jaroszenko, dzięki której do dziś mam lepiej rozwiniętą lewą rękę (to w grze na instrumentach strunowych ma spore znaczenie!). Miałam też epizod z fortepianem i gitarą, ale zarówno jeden, jak i drugi instrument wymaga sporo czasu. Aż tu nagle wymyśliło mi się ukulele. Niejako jako odpowiedź na brak obecności na próbach muzyka, z którym grałam swoje pierwsze kompozycje. Postanowiłam spróbować opanować materiał, który już udało nam się zrobić. Pamiętam, że nie zajęło mi to dużo czasu… i tak to się zaczęło. Dziś podchodzę do ukulele dużo poważniej niż na początku. Nie było to łatwe, zarówno z uwagi na nastawienie środowiska muzycznego, które często ukulele deprecjonuje, jak również tworzących swoją muzykę znajomych. Ukulele ma w końcu dość wąski ambitus i w teorii niewiele się da z niego wyciągnąć. Okazuje się jednak, że jak potraktuje się go jako pełnoprawny instrument to można za jego pomocą zaproponować szereg ciekawych dźwięków. Ograniczone możliwości ukulele są dla mnie doskonałym źródłem inspiracji. Komplet strun z obniżoną struną G, dźwięki pochodzące z pudła rezonansowego czy flażolety - takie aspekty dodają odrobiny barwności i de facto tworzą charakter muzyki, którą aktualnie tworzę. 


Jesteś laureatką wielu festiwali piosenek. Jak ta przygoda się zaczęła i jak te festiwale wspominasz?


Moje festiwalowe tournee (bo tak w zasadzie mogłabym tę przygodę nazwać z racji ilości) zaczęłam chyba na pierwszym roku studiów. Najpierw prezentowałam się z tzw. coverami, później próbowałam swoich sił w kompozycjach do wierszy znanych poetów. Na koniec przyszedł czas na piosenki w 100% autorskie. Czas festiwalowy wspominam jako okres intensywnego rozwoju. Kiedy jest powód w postaci możliwości wystąpienia, stresu i możliwości oceny człowiek może zachować się różnie. W moim przypadku mogłam sprawdzić szereg rzeczy: zarówno to czy dobrze czuję się na scenie z danym repertuarem, jak i czy ludziom podobają się moje teksty i kompozycje (a nawet czy dobrze wyglądam i czuję się w danej kreacji). Festiwale piosenki są też doskonałą okazją do poznania ludzi, czyli elementu nakręcającego moje tworzenie i życie w ogóle. To przy okazji konkursów spotkałam się m.in. z Krzysiem Łochowiczem i Marcinem Partyką, którzy wystąpili gościnnie w projekcie ,,Lusterka”. 


( fot. Anna Łukaszewicz)
Na swoją płytę pieniądze pozyskać z crowdfundingu. Jaka była Twoja reakcja na fakt zebrania potrzebnej kwoty?


Bardzo się ucieszyłam! Na potrzeby zbiórki wymyśliłam akcję #RzutSłowem. Zadanie było proste: moi obserwujący proponowali różne słowa, a to, które zgromadziło w danym tygodniu najwięcej reakcji stawało się tytułem piosenki. Okazało się, że akcja przyniosła mi całkiem sporo nowych obserwujących i wzbudziła spore zainteresowanie. Postanowiłam niniejszym umieścić na płycie jedną z piosenek stworzonych w ramach #RzutuSłowem, czyli ,,Tupecik”. 


Słuchając płyty można zobaczyć i usłyszeć, że jest to muzyka bazująca na emocjach. Co dla Ciebie inspiracją do tworzenia muzyki?


Odpowiem prozaicznie, ale szczerze - ludzie i zjawiska, które mnie otaczają. Mam tu na myśli zarówno relacje międzyludzkie, emocje i konflikty. Czasem przedziera się również literatura, poezja czy też muzyka, której słucham na co dzień. Moje zamiłowanie do pozyskiwania informacji z różnych dziedzin. Z tego całego zbioru wyciągam co interesujące mnie na dany moment fragmenty i przekładam je na teksty piosenek. Zawsze staram się, by moje piosenki niosły w sobie połączenie tekstu z sensem, to jest sprawnego literacko z ciekawą muzyką. Może nie zawsze da się te melodie zanucić ze mną na koncercie, ale z tego co widzę poruszają słuchaczy.


Który utwór z tej płyty jest dla Ciebie szczególny?


Myślę, że każdy. Wynika to z tego, że płyta była tworzona dość długo. Pierwsza połowa zawiera piosenki stworzone głównie na potrzeby zmagań festiwalowych. Taka jest ,,Litania” czy ,,Zwierciadła”, czyli single promujące całą płytę. Ale należy do nich również ,,K.” czy ,,Tymi dymisz” (którego notabene chyba nigdy koniec końców na festiwalu nie zagrałam!). W drugiej połowie mamy nowsze propozycje: ,,Myślomgławice” czy ,,Miły mój” to teksty napisane dla bliskiej mi osoby i wciąż są aktualne. ,,Pęd” z kolei to nowinka, powstała z myślą o moich rodzicach. Jest jeszcze ,,Sen nocy letniej” stanowiący słodko-gorzką obserwacje na temat relacji między kobietami a mężczyznami. Na szczęście, mnie już nie dotyczy, ale niejako stanowi hołd dla postaw, które kiedyś mi towarzyszyły.


Oprócz Twojego głosu i ukulele, na płycie udzielili się także inni muzycy. Jak oceniasz współpracę z nimi? Czy według Ciebie łatwiej jest np. tworzyć samemu czy też przy udziale właśnie dodatkowych osób?


Zarówno teksty i kompozycje do ,,Lusterek” stworzyłam sama dla siebie. Obecność muzyków pozwoliła jednak wydobyć z nich więcej tonów i toników. Gitara basowa Piotra Klimka daje niejednokrotnie fajny puls, który gdzieś pod spodem gwarantuje lepsze warunki do tzw. podrygiwania nóżką. Z kolei instrumenty perkusyjne zaproponowane przez Dawida ,,Kiwiego” Cholewińskiego zapewniają puls i rytm. Dopełniają również moje kompozycje, podkreślając co istotniejsze momenty w tekście. Muzyków na płycie jest jednak więcej. Krzysiu Łochowicz z gitarą elektryczną w ,,Mrozie” dodał do tego utworu drapieżnego, rockowego charakteru. Wojciech Jachna w ,,K.” zagrał po jazzowemu, co też jest fajnym smaczkiem. Jest też akordeon Kamila Szafrańskiego, który ślicznie zgrał się z moim ukulele w utworze ,,Miły mój” (a przy okazji spełnił moje marzenie, bo osobiście jestem fanką akordeonu!). Wisienką na torcie jest nastrojowy utwór ,,Pęd”, w którym nie gram ja, ale Marcin Partyka na fortepianie. Reasumując - myślę, że bez muzyków płyta mogłaby nie być tak ciekawa w odbiorze. Jestem bardzo zadowolona i szczęśliwa, że wyżej wymienieni zechcieli pomóc w stworzeniu mojego debiutu.


( fot. Anna Łukaszewicz)

Przy publikacji własnego materiału trzeba się liczyć z tym, że oprócz tych ciepłych słów pojawia się też krytyka oraz hejt. Jak sobie z tym radzisz?


Paradoksalnie mam wrażenie, że im większy sukces się odnosi tym cichsi są hejterzy (śmiech). Dużo więcej przykrości na temat mojego grania słyszałam na początku. A to, że ukulele to trochę za mały instrument na samodzielny koncert, a to, że źle się ubrałam na scenę. O tekstach też zdarzało mi się słyszeć różne uwagi, przede wszystkim od kolegów poetów oraz znawców. Jestem za te wszystkie słowa bardzo wdzięczna. Bez krytyki, nawet tej nieprzyjemnej nie byłoby rozwoju. Nie dowiedziałabym się co robię nie tak. Wolę zresztą słyszeć ,,nie podoba mi się” niż ,,no w porządku”. Po to tworzę, żeby była dyskusja, rozmowa. To mnie nakręca, to powoduję, że uczę się na błędach i nabieram nowej wiedzy i umiejętności. Teraz poniekąd zbieramy tego owoce, bo słyszę mnóstwo ciepłych słów o moim debiucie. Wiem jednak, że to nie koniec i niedługo zabieram się za następny projekt. Zaczepnie powiem, że czekam na hejterów i łapki w dół, szczególnie od radykalnych fanów poezji śpiewanej!


O czym teraz marzysz?


O wakacjach. Przez ostatnie dwa lata nie było na to mowy. Zarówno z uwagi na pandemię, jak i ogrom pracy. Bardzo chętnie pojechałabym na wakacje bez komputera, telefonu, fejsa i instagrama. Po prostu spędziłabym jakiś tydzień czy dwa bez konieczności aktualizowania mediów społecznościowych, załatwiania koncertów i robienia innych tego typu rzeczy. Ale taki stan rzeczy być może za następne dwa lata (śmiech). 


Z marzeń bardziej przyziemnych - chciałabym mieć drugiego kota, bo mój jeden czuje się samotny, gdy wyjeżdżam. Myślę, że marzenie zrealizuje na początku przyszłego roku. 


Jakie masz plany na taką nieodległą przyszłość?


Zakończenie prac technicznych nad drugim albumem, wymyślenie koncepcji stylistycznej i wejście do studia. A plan związany z przyszłością bardzo nieodległą - zalanie do dzbanka dobrej herbaty (zielonej najlepiej) i oddanie się historii proponowanej przez grę Wiedźmin 3: Dziki Gon.


_______________________________________


    Na zakończenie tego wpisu chciałbym podziękować za rozmowę i polecić social media dzisiejszego gościa - Zuzy Wiśniewskiej oraz także zachęcić innych artystów do kontaktu (muzykanakolkach@gmail.com), w celu przedstawienia Waszej twórczości na blogu. 


Zuza Wiśniewska


Facebook - klik 

Instagram - klik  @zuzawisniewskamusic


Lusterka na Spotify


Uzależnieni od Social Media

5.10.21

Uzależnieni od Social Media

  4 października 2021 roku stało się coś strasznego… Na kilka godzin zniknął Facebook, Instagram, Messenger, WhatsApp. Awaria serwisów należących do Zuckerberga nieźle namieszała w życiu wielu osób, w tym także w moim. I nie… Nie odkryłem tego, że jestem uzależniony od soszjali… To już wiem od bardzo dawna i jakoś nie staram się tego zmieniać. Ot po prostu na razie mam to pod kontrolą. I ja wiem… każdy uzależniony tak mówi… Tylko zdałem sobie sprawę z tego, że social media (od których tak wielu jest uzależnionych i nie mówię tego w kontekście uzależnienia jako takiego, tylko bardziej chodzi mi o sferę przywiązania do jednej marki) mogą tak łatwo pieprznąć. 

Zobaczcie… Wiele firm swoją pracę opiera w głównej mierze o social media. I w tym akapicie nie chodzi tylko o influencerów (choć o nich za chwilę) tylko o takie miejsce jak choćby Facebook Workplace. Firmy, które korzystają z tego miejsca, pewnie stanęły na te kilka godzin lub zmuszone były zmieniać na szybko formę komunikacji. To samo stało się z agencjami, które budują markę na tychże portalach wielu firmom. A takie przestoje oznaczają realne straty finansowe i chaos w wielu firmach, przedsiębiorstwach, itd. Przejdźmy dalej… Budując swoją markę, pozycję trzeba wyjść od strony social media. To jest kompletne minimum, by zacząć działać w sferze brandingu. Dziś mało kto reklamuje swoją firmę w gazecie. Internet stał się takim prostym narzędziem, dzięki któremu możemy w łatwy sposób reklamować siebie, swoją firmę, produkty, które sprzedajemy. I teraz mamy taką nagłą awarię… Wszystko znika… Nowi klienci nas nie odwiedzą, pozostają tylko ci stali.  Zmniejsza się przepływ informacji, łatwo o wybuch chaosu informacyjnego.

Dochodzimy teraz do influencerów. Z jednej strony dobrze, że wraz z awarią Instagrama i Facebooka oni też znikają, bo wielu z nich jest takim „rakiem” internetu. Jednak są wśród nich osoby, które dzięki temu, że są w gronie influencerów, mają moc przekazywania pozytywnych informacji, dostarczają wiedzy na różne tematy, itp. Oni są promykiem w tym bagnie bezdenności social media. I nie chcę tutaj umoralniać, bo każdy decyduje o sobie i o tym co ma oglądać. To też nie o to w tym chodzi. Bardziej chodzi mi o dostrzeżenie tych pozytywnych osób, które w swoich treściach przemycają ważne rzeczy. Takim fajnym przykładem influencera z misją jest Wojtek Sawicki @lifeonwhlz, który w ciekawy sposób szerzy informacje o osobach z niepełnosprawnością. I właśnie dla takich kont warto mieć Fejsa czy Insta, 

(Źródło: Sekcja Gimnastyczna)

Wraz z awarią Facebooka padła też komunikacja. Messenger dla większości jest tym niemalże jedynym komunikatorem, przez który się komunikuje ze światem. Któż dziś pisze SMSy? Mało kto… Do wielu osób, z którymi się komunikujemy nie mamy nawet numeru telefonu. Podczas takich awarii jesteśmy w pewien sposób odcięci od świata… Nie napiszemy, nie zadzwonimy, bo przecież mess nie działa. To też jest problem tych uzależnionych od jednej korporacji. Ci, którzy nie używają innych komunikatorów stają się właśnie ofiarami takich wpadek. 

Na koniec chciałbym przypomnieć, że Social media to nie tylko memy, kłótnie na temat szczepionek, hejt, czy rozmowy z ludźmi. To także pieniądze i to ogromne. Pozycja w internecie, klikalność, lajki to wszystko przekłada się na świat realny, realne dochody i nie wolno o tym zapominać. Być może to też taka przestroga dla takich jak ja, czyli uzależnionych od piknięcia powiadomienia w telefonie, by ciut bardziej żyć w tym świecie realnym nie wirtualnym. Ciekawy jestem Waszego zdania na temat social media. Dajcie znać w komentarzach czy to dobrze, że na kiła godzin to padło, czy też odwrotnie, byliście zawiedzeni i zdenerwowani tą awarią.                

Czarno-białe okulary

20.9.21

Czarno-białe okulary

Każdy, kto lubi oglądać filmy, szczególnie te kręcone za wielką wodą, doskonale wie, że w wielu produkcjach jest tam sobie główny bohater i postać, z którą on walczy. Widać to w gatunkach sensacyjnych, sf, thrillerach, itd. Mamy tam właśnie protagonistę i antagonistę, których cechy wyraźnie naszkicowano w scenariuszu, fabule i bez większego trudu odgadniemy kto jest kim. Jednak w życiu ludzie nie posiadają tak jasno określonych charakterów. Ciężko odróżnić kogoś dobrego od złego. Patrząc na pozory może się okazać, że np. miły, uczynny człowiek, którego znamy jest zły, bo znęca się nad zwierzętami, a w niedzielę klęczy w kościele, ale też bywa i na odwrót. Ten, który kradnie, robi to bo zbiera pieniądze na leczenie siebie lub chorego członka rodziny. Zobaczcie to nawet na przykładzie serialu „Dom z papieru”. Abstrahując od tego czy ten serial się komuś podoba, czy nie, nie można mu odmówić interesującego spojrzenia na bohaterów i ukazania ich pod różnym kątem, przez barwne soczewki, które nadały tym bohaterom charakter. Te odwrócenie ról idealnie przedstawia ludzi jako istoty złożone, nie posiadające jednowymiarowej osobowości. 

Niestety, często bywa tak, iż przez stereotypy, uprzedzenia, czy nawet role społeczne definiowani jesteśmy przez innych bardzo jednowymiarowo i płytko. Takie łatki często przyklejają się do nas na zawsze. I zobaczcie… Jak to jest, że patrzymy na ludzi przez tytułowe czarno-białe okulary? Przecież pozory, to tylko wierzchołek góry lodowej. Za nimi kryje się przecież człowiek, taki sam jak my. Pełen emocji, obaw, marzeń, pragnień, mocnych i słabych stron, wad i zalet, itd. Jednak zamiast dojrzeć człowieka w człowieku, to przeważnie widzimy wspomniany wierzchołek, czyli np. to jak się ktoś zachował, co powiedział, jak się ubrał, a nie znamy jego powodów, które determinowały te czynniki, na które zwróciliśmy uwagę. 

I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Mianowicie chodzi mi o coraz mocniej postępującą polaryzację naszego społeczeństwa. (Klik) Doszedłem też do wniosku, że duża część naszego społeczeństwa potrafi się jednoczyć, jeśli chodzi o ważną sprawę. A jak kurz bitew opada to zaraz następuje podział, a między nim morze nienawiści. Kłócimy się dosłownie o wszystko, nawet o to jaki gatunek muzyki jest lepszy. I na początku owszem, są argumenty, lecz potem emocje idą w ruch i bez sentymentów lecimy z hejtem… Dowalamy innym, wyżywamy się, robimy wszystko, aby tylko nasze było na wierzchu. Przy polaryzacji właśnie zaczyna się patrzenie na ludzi przez te wspomniane już czarno-białe okulary. Identyfikujemy innych jako przyjaciela bądź wroga na podstawie tego co mówi oraz jego przemyśleń i poglądów. Przykład: sprawy społeczne prezentowane ze strony skrajnej lewicy i skrajnej prawicy. Mimo, że w wielu kwestiach każda ze stron ma sporo racji, to od jednych i drugich wieje hipokryzją na kilometr. Oczywiście, nie chcę wrzucać wszystkich ludzi o skrajnych poglądach do jednego wora, lecz chcę pokazać, że bycie skrajnie nastawionym na którąkolwiek z opcji, powoduje sporą niechęć do drugiej strony przez zauważanie przysłowiowej drzazgi w ich oku, jednocześnie nie widząc belki u siebie. Taka niby tolerancja; piękne hasło, lecz zamyka się ono jedynie w kręgu zbieżnych poglądów, tworząc kółko wzajemnej adoracji. Dobrze by było, aby skrajny prawicowiec zaakceptował skrajnego lewicowca i vice versa. Jednak zamiast tolerancji i akceptacji dla odmiennych poglądów, mamy nienawiść, dodatkowo podsycaną przez media i polityków. Znalazłem też badania, które dowodzą, że w segmencie światopoglądowym i politycznym większość Polaków nie jest ani po jednej, ani po drugiej stronie. Niemniej można się domyślić, że wynika to raczej z braku zainteresowania się sprawami społecznymi i politycznymi, aniżeli świadomym centryzmem. 

(https://wiez.pl/2020/09/17/mity-i-rzeczywistosc-polskich-podzialow/)

Chociaż osobiście mam nadzieję, że faktycznie centrystów i to tych świadomych jest więcej niż tych opowiadających się po jednej lub drugiej stronie barykady. A to dlatego, że jeśli optujemy bardzo mocno za którąś ze stron, to ryzyko radykalizacji znacznie wzrasta. Jeżeli się radykalizujemy to bardzo często dochodzi do podziału na my i oni. My - ci dobrzy; oni - ci źli. To właśnie staje narastającym problemem dla wielu, którzy zaczynają się zapędzać tylko w swojej „prawdzie”, nie biorąc pod uwagę argumentów drugiej strony. 

Poruszyłem kwestie polityczne i światopoglądowe, jednak nie chcę, byście odebrali ten tekst jako atak na którąkolwiek ze stron, czy nakłanianie Was do bycia w centryzmie lub posiadania  poglądów takich czy innych. Chodzi mi o to, żeby każdy, pomimo odmiennego spojrzenia na świat umiał dostrzec człowieka w człowieku i potrafić wysłuchać drugiej strony i bez ataku, agresji przedstawić swoje spojrzenie na sprawę. Myślę, że dzięki większemu poziomu empatii każdy będzie mógł powiedzieć o swoich poglądach, obawach, marzeniach bez strachu przed brakiem zrozumienia, wyśmiania, itd. Lubmy się ciut bardziej, szanujmy innych i ich poglądy, a wszystko będzie szło w lepszym kierunku. Na koniec chciałbym się podzielić tym oto filmem, który wypuścili wczoraj G.F. Darwin. Myślę, że idealnie będzie wpasowywać się w ideę tego wpisu, szczególnie napisy końcowe.   

G.F. Darwin - Pocztówka z przyszłości     

Uszanowanko Festiwal - festiwal integracji artystycznej - relacja

8.9.21

Uszanowanko Festiwal - festiwal integracji artystycznej - relacja

(Źródło: Fanpage Uszanowanko Festiwal)

  Zacznę od tego, iż nigdy jakoś nie było w planach, by relacjonować jakiekolwiek wydarzenia na blogu, niemniej zrobię ten mały wyjątek, ponieważ to co wydarzyło się w pierwszy weekend września, dało mi wiele do myślenia, poszerzyło horyzonty oraz zainspirowało mnie do pewnego działania. Wydarzenie te pozwoliło mi także spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy. 

Wróćmy do początku… 4 września 2021 roku odbyła się pierwsza edycja Uszanowanko Festiwal, czyli festiwal integracji artystycznej, podczas którego odbyły się warsztaty, panel dyskusyjny i na końcu impreza w krakowskim klubie Betel. Czym w zasadzie jest Uszanowanko Festiwal? Otóż jest to event, który dąży do znoszenia, łamania podziałów między osobami z niepełnosprawnościami i osobami pełnosprawnymi. Te wydarzenie pokazało, że każdy, bez względu na swoją sprawność, bądź jej brak  może iść do klubu i pobawić się przy dobrej muzyce i świetnym towarzystwie, ale i nie tylko, bowiem na przykładach występujących można było zobaczyć, że bycie osobą z niepełnosprawnością nie przeszkadza być świetnym artystą. 

(fot. maciekzygmunt.com)

  Oprócz panelu dyskusyjnego, imprezy, były także i warsztaty, które pokazywały świat z perspektywy OzN. Można było sprawdzić jak to jest nie widzieć, czy jeździć na wózku, poznać jakieś podstawowe zwroty w Polskim Języku Migowym. Niestety nie udało mi się dotrzeć na warsztaty, ponieważ podróż do Krakowa zajmuje mi bardzo dużo czasu. 

(fot. maciekzygmunt.com)
Po warsztatach odbył się wspomniany tutaj panel dyskusyjny zatytułowany „Czy wszyscy mogą do klubu?”. Poruszyliśmy kwestię dostępności klubów dla OzN. Przyznam, że refleksji mam kilka po tym panelu. Mówiliśmy chociażby o tym, że brakuje informacji co w klubie jest dostępne, a co nie. I muszę stwierdzić, iż faktycznie jest to dość dużym problemem, szczególnie, jeżeli dana osoba z niepełnosprawnością wybiera się po raz pierwszy do danego lokalu. I tak już po całym wydarzeniu przyszło mi do głowy, że fajnie by było, gdyby powstała taka mapa polskich klubów, gdzie będzie wszystko transparentnie opisane co jest dostępne, a co nie i jak najlepiej i najłatwiej dostosować, bowiem są lokale takie jak chociażby Święta Krowa w Krakowie, przytaczana na panelu wielokrotnie, której ze względu na lokalizację nie da się przystosować. 

(fot. maciekzygmunt.com)
Nie założymy tam windy czy platformy, jednak warto by takie kluby jak ten, miały na podorędziu ludzi, którzy pomogą OzN chociażby dostać i wydostać się z klubu. I to jest właśnie kolejne moje przemyślenie po tym festiwalu. Warto też dodać, iż panel zyskał ciut inny wydźwięk niż zakładałem, tzn. wg. mnie było trochę za dużo mówienia o tematyce odgórnej, czyli instytucji, dotacji, dofinansowań itp. Co jest też mega ważne i potrzebne. Natomiast za mało było mówienia o inicjatywach oddolnych, które wręcz są trzonem świata klubowego i imprez, ponieważ to co się w tym klubowym świecie dzieje, wychodzi od ludzi - djów, promotorów czy kolektywów a nie od instytucji, chociaż też są wyjątki, jak np. różnego typu festiwale, itp.

(fot. maciekzygmunt.com)

Po panelu dyskusyjnym w Pałacu Krzysztofory przyszedł czas na imprezę, która odbyła się w klubie Betel i przyznam, że jest to najlepiej przystosowany klub dla OzN jaki widziałem. I szczerze...? Ta impreza, na ten jeden wieczór przynajmniej, w świetny sposób zintegrowała ze sobą każdego. I tego życzę każdemu klubowi, każdej imprezie, aby łączyła wszystkich, bez względu na sprawność lub jej brak; przekonania, poglądy, orientację seksualną, religię, status społeczny, itd. Bo okazji do dzielenia mamy dużo i jest to łatwe. Natomiast do połączenia wszystkich ze sobą, okazji jest nie wiele i wymaga to nie lada wysiłku. Tutaj, na tym polu Uszanowanko Festiwal dało radę, udźwignęło ten ciężar integracji i mam nadzieję, że ta płaszczyzna utrzyma się jak najdłużej i będzie świetną okazją do łączenia ludzi. Z niecierpliwością czekam na kolejną edycję, która mam nadzieję odbędzie się za jakiś czas.  😀


(fot. maciekzygmunt.com)



Social Media Uszanowanka


FB: Uszanowanko    

Instagram: @uszanowanko_festiwal

 

Copyright © Muzyka na kółkach , Blogger