Jak zostać DJ-em (część 8 - promocja i pierwszy występ)

20.6.22

Jak zostać DJ-em (część 8 - promocja i pierwszy występ)


Gdy opanowaliśmy podstawy mixowania, gdy znamy już wszelkie techniczne aspekty djki, to warto wyjść w końcu z pokoju, zaprezentować się szerszej publice. Nie jest to jednak takie proste, bowiem Internet, technologia sprawiły, że DJ-i jest na prawdę dużo, co przełożyło się na walkę o miejsce do grania, którego przecież nie przybywa, a ogólnoświatowy kryzys związany chociażby z pandemią sprawił, że ilość lokali, klubów zdecydowanie się zmniejszyła. Obecnie branża klubowa próbuje się podnieść, niemniej idzie jej to strasznie wolno.

Oprócz naszych szeroko rozumianych umiejętności nabytych podczas przebytej drogi jest jeszcze jeden aspekt, o którym należy wspomnieć. Jest to promocja… Promocja siebie, swojego kunsztu djskiego, budowanie marki, zaufania wśród organizatorów imprez i głównie wśród odbiorców, czyli klubowiczów, słuchaczy. Warto więc poświęcić trochę czasu i przemyśleć strategię marketingową. 


Social media a budowanie marki


Obecnie, jednym z takich podstawowych kanałów promocji muzyków, dji, producentów muzycznych są social media. Jednak zanim klikniecie „załóż fanpage”, to warto pomyśleć nad swoim pseudonimem artystycznym. Należy spojrzeć na siebie i zapytać się: co jest we mnie oryginalnego…? Z czym ludzie mogą mnie skojarzyć…? Może to być np. jakieś niebanalne przezwisko, które mieliśmy w szkole. Może to być też nasz inicjał (o ile fajnie brzmi), bądź też coś, co kojarzy się z muzyką graną przez nas. Co warto wspomnieć, tak jak pisałem w pierwszej części, odchodzi się od używania skrótu „DJ” w nazwie. W większości przypadków używa się już tylko pseudonimu, ewentualnie można wybrać opcję grania pod imieniem i nazwiskiem. 

Gdy już mamy nasz pseudonim, to należałoby zrobić sobie jakieś dobrej jakości zdjęcie. Najważniejsze, by nie było ono pretensjonalne czy banalne, ponieważ będzie naszą wizytówką. Możecie zrobić swoje logo, np. w darmowej aplikacji Canva lub w bardziej wyszukanych narzędziach. 

Zakładamy fanpage… I co dalej? Pseudonim i zdjęcie to jednak trochę mało jak na początek. Pożądane byłoby nagrać set, który będzie prezentował nasze umiejętności. Może być on w formie audio lub w formie wideo, zależy co kto lubi. Jeśli preferujemy set tylko w wersji audio to możemy wrzucić go na jedną z dwóch popularnych platform streamingowych: Soundcloud lub Mixcloud. Tam również możecie pozyskiwać słuchaczy, followersów, itd. W tym celu musicie utworzyć konto, uzupełnić profil i wrzucić set, który będziecie promować w swoich social mediach. Jeśli chodzi o wideo, to warto założyć kanał na YouTube i tam wrzucić set. Bardzo przydatne jest także konto na Instagramie. Możemy pochwalić się swoim sprzętem, nagrywać krótkie wideo z naszym graniem, itp. Jeśli wyrażacie chęć, czujecie się w miarę pewnie to możecie zrobić streaming, czyli własną audycję na żywo, np. na YouTube.  

(źródło: unsplash.com)

Internet to nie wszystko! 


Poza Internetem mamy do dyspozycji cały wachlarz możliwości promocji. Wyłania nam się też nowa perspektywa wejścia za stery na imprezach. Tutaj tak na prawdę wystarczy chodzić na imprezy, poprzyglądać się dj-om oraz zakolegować się z nimi, spróbować wejść w ten ICH świat. Jeśli to się uda, to możecie być pewni, że zostaniecie docenieni przez nich, a także być może zaczniecie grywać w klubach. 

Innym sposobem na prezentację siebie są tzw. DJ-contesty, czyli konkursy, turnieje djskie. Choć trzeba przyznać, iż obecnie mało jest takich contestów. Sam w kilku brałem udział i mimo, że nie wygrywałem, ba, nawet do finału nie dochodziłem to miałem okazję poznać kilku innych djów, którzy zaprosili mnie na granie, gdzie poznawałem kolejne osoby, które dały szanse grać na kolejnych imprezach itd. 

W zależności od tego gdzie mieszkamy, możemy natknąć się na open decki - imprezy otwarte na które można przyjść i zagrać po wcześniejszym kontakcie czy zapisie na taką imprezę. Jest to idealny sposób na prezentację siebie, swojego grania, a także selekcji. To też świetna okazja by zawiązać nowe znajomości, które być może zaowocują kolejnymi bookingami. 


Pierwszy gig…

Pierwszy gig, występ to nomen omen mix uczuć: radości, a wielu przypadkach euforii, tremy, stresu, a nawet strachu. I to jest zupełnie normalne, ponieważ wystawiamy się na ocenę wydawaną nie tylko przez klubowiczów, ale też przez tych bardziej doświadczonych kolegów po fachu. Jak się przygotować? Przede wszystkim muzykę ułóżcie sobie podług tematyki imprezy i tego kto na niej gra. Jeśli jest to impreza stricte techno to nie wyjdziecie z cukierkowym house’em i na odwrót. Ułóżcie sobie też muzykę według czasu, w którym macie zagrać. W zależności od tego czy gracie warm-up (początek) prime-time (środek) czy closing (koniec) to inną muzykę zagracie. Początek powinno się zagrać lekko, ponieważ wtedy ludzie schodzą się na dane wydarzenie. Prime-time to czas w którym ta muzyka powinna być jak najintensywniejsza. Closing zaś, to czas, w którym warto powoli wyhamowywać klimat imprezy, tak by ją jak najciekawiej zakończyć. Zwróćcie uwagę kto i co gra przed wami i po was, dajcie możliwość wpasować się innym oraz próbujcie dopasować się do tego dj-a, który gra przed wami. Dlatego nie zalecam układania sobie gotowej playlisty z utworami, które zagramy jeden po drugim. Jedynym kluczem do odpowiedniej selekcji muzyki jest jej znajomość i odpowiedni zasób utworów, mam tu na myśli bardzo pokaźny zasób muzyki, ponieważ na godzinę seta można zużyć od kilkunastu do ponad dwudziestu utworów, jeśli gramy je sprawnie i krótko. 


Warto wspomnieć o tym, iż nowicjusze zazwyczaj rzucani są na warm-up, rzadziej na closing. Dlatego rada taka ode mnie jest taka, abyście się mniej stresowali, ponieważ ludzi będzie co najwyżej garstka i raczej nie będą skłonni od razu pląsać na parkiecie, więc nie zniechęcajcie się i róbcie swoje. Więcej o tym napisałem w jednym z pierwszych wpisów na blogu, do którego was odsyłam. KLIK    


Dla tych bardziej doświadczonych…


Mając za sobą pierwsze imprezy możemy pokusić się o organizację własnych imprez, o ile mamy dość pokaźny zasób finansowy i kontakty. Jest to kolejna droga do promocji siebie jako DJ-a, a przy okazji możliwość grania, że tak się wyrażę, na własnym podwórku. Niemniej droga organizatora eventów jest wyboista, lecz czasem warta, ponieważ abstrahując od walorów PR-owych, dajemy ludziom miejsce do tańczenia. Niemniej, w tym przypadku musimy mieć pewność ile osób słucha danej muzyki i stwierdzić czy się to opłaca czy nie. Idąc dalej, jeśli mamy zgraną ekipę dj-i żądnych imprez, to możemy stworzyć kolektyw i w kilka osób organizować imprezy. 


Podsumowanie…


By być dobrym, szanowanym i co ważne pożądanym DJ-em potrzeba czasu, pieniędzy, samozaparcia i oczywiście pasji. Przyda się też szczypta skromności i krytycznego spojrzenia na siebie. Mówi się, że DJ-om potrzebna jest charyzma, pewność siebie i z tym się zgodzę, jednak należy wyważyć sobie poszczególne cechy, ponieważ zarówno zbytnia pewność siebie jak i nadmierna skromność nic dobrego nam nie przyniosą. Najważniejszym przekazem jaki chciałbym aby płynął z tego cyklu jest pasja i miłość do muzyki, a nie tylko czekanie na sławę, popularność i pieniądze, które można zgarnąć za booking. To oczywiście jest przyjemne gdy jesteś chwalony; gdy masz pieniądze za to, że robisz to co kochasz. Jest to absolutnie ważne i potrzebne. Niemniej, nie można zagubić w tym pasji, miłości do tego zawodu. Tego Wam życzę! Powodzenia!     

Influencer - choroba XXI wieku?

6.6.22

Influencer - choroba XXI wieku?


Ten wpis jest 150-tym postem na blogu i chcę aby był on wyjątkowy, dlatego też powstaje on na dość nietypowy temat jak na ten blog, choć z drugiej strony pojawią się tu tematy, które były niejednokrotnie poruszane na tej platformie. Z racji tego, że jestem blogerem i publikuję swoje treści na wielu płaszczyznach, muszę przyznać, że śledzę wiele osób, czy to na Insta, czy to na Fejsie. Ostatnio zacząłem się zastanawiać nad rolą tych wszystkich instagramerów, tiktokerów itd. Czy oprócz zarabiania pieniędzy i reklamowania produktów wnoszą coś od siebie? Odpowiedź tutaj jest niejednoznaczna, ponieważ na ogół faktycznie, na prawdę duża grupa influencerów nic od siebie nie daje, oprócz walorów estetycznych, tak potrzebnych do reklamy produktu. Są jednak osoby, które po przez bycie właśnie influencerem próbują zmieniać świat na lepsze, wtłaczając dobre wartości do dużego grona odbiorców. I to jest oczywiście znakomite rozwiązanie, jednak nie jest bez wad. Ale o tym za chwilę… Niedawno zostało opublikowane zestawienie zawodów, które cieszą się społecznym zaufaniem. Influencer był na samym końcu listy. Pokazuje to, że ten zawód dla wielu nic nie znaczy…   

(Źródło: bankier.pl)

Infuencer; zawód dobry czy zły?


W grupie obserwowanych przeze mnie osób jest sporo kont, które są prowadzone z pewną „misją”. Dotyczy ona kwestii obalania mitów czy stereotypów w różnych sferach naszego życia, między innymi też niepełnosprawności. I to jest jak najbardziej super, ponieważ przekłada się to na realną zmianę nastawienia społeczeństwa do różnych grup. Przykładowo, za sprawą tych osób zmienia się nomenklatura używana w stosunku do tych grup w sferze publicznej. Odchodzi się używania określeń stygmatyzujących dane grupy czy mniejszości. Takie działania jednostki pokazują, iż jeden człowiek jest na prawdę zdolny zmienić świat. Dlatego też cieszę się, że w gronie ludzi, którzy świecą ładną buźką z szamponem na Instagramie można znaleźć takie perełki. Tych ludzi nam potrzeba jak najwięcej.


Zawsze jest jakieś ale…


Skoro już wspomniałem o tym, że w morzu bezdenności influencerów można znaleźć perełki zmieniające świat na lepsze to dlaczego w tytule zasugerowałem, że influencer to choroba naszych czasów? Bo nawet te perełki mogą się zmienić w typowy baner reklamowy jakichś marek lub stać się beznadziejną szarą masą podobną do innych kont. Tyczy to się w szczególności tych, którzy promują swoje treści na Instagramie. Zobaczcie, że jakimś dziwnym trafem jakość treści leci w dół wprost proporcjonalnie do zwiększającej się liczby obserwujących dane konto. Boleśnie się przekonałem na własnej skórze jak osoba, która burzy mury stereotypów w jednej grupie np. kobiet, buduje mury generalizacji wsród męskiej części społeczeństwa. Nie chcę robić dramy, dlatego też informacje kto, gdzie i po co zachowam dla siebie. Innym przykładem niech będzie konto posiadające ponad 100 000 obserwujących. Treść prezentowana na tym koncie skupia się głównie wokół niepełnosprawności. I nie powiem, lubię treści prezentowane przez tego człowieka. Jednak social media to taki potwór, który łaknie coraz więcej. Aby utrzymać tak dużą ilość obserwujących potrzeba generować ogromne ilości treści. Niestety, temat niepełnosprawności, mitów i stereotypów wokół niej nie jest niewyczerpalny. Widać spadek jakości w prezentowanych treściach. Subiektywnie uważam, że zaczyna się tam dopatrywanie nierówności, w miejscach gdzie ich nie ma. Patrząc na komentarze, myślę, że obserwujący też zaczynają to dostrzegać. Oczywiście, przykładów podobnych sytuacji można mnożyć. Jednak nie taki jest cel tego wpisu.  


Sodówka uderza do głowy? 


Człowiek doceniony, który stoi na świeczniku może łatwo się pogubić. Szczególnie gdy sukces przychodzi nagle i niespodziewanie. Warto podkreślić, że każdy ma jakąś swoją granicę, za którą zaczyna się zarozumiałość. Nie ma chyba osoby kompletnie nie podatnej na negatywne skutki sukcesu. U jednego bąbelki pójdą do głowy po objęciu wysokiego stanowiska, u kogoś innego z kolei po zdobyciu bliżej nie określonej liczby followersów, która przeradza się w rozpoznawalność, pieniądze czy właśnie w osobę, która kreuje trendy. To jest palący problem dla wielu, jednak słabo zauważalny, ponieważ granica jest bardzo cienka i znajduje się tuż pod naszymi stopami. 

Odpowiadając na pytanie z tytułu, mogę śmiało odpowiedzieć, że tak, jest choroba naszych czasów. Z jednej prostej przyczyny… Abstrahując od wspomnianej wcześnie zarozumiałości, wynikającej z sukcesu i pomijając osoby, które się na czymś znają, opowiadają o tym w socialach i mają grono odbiorców, które ich słucha, jest masa kont, osób gadających o rzeczach na których kompletnie się nie znają. Przykładem niech będzie wojna, pandemia. Masa celebrytów, influencerów pisze o tym w swoich socialach, jakby co najmniej skończyli Akademię Wojskową, bądź studia medyczne z zakresu Wirusologii; to wszystko w myśl idei nie znam się to się wypowiem. Stali się oni pożytecznymi idiotami, których jedynym celem jest rozprzestrzenianie treści nasyconych emocjami, nie mającymi nic wspólnego prawdą, bo dziś emocje rodzą pieniądz.     

Kończąc już ten wpis, chcę Wam powiedzieć, iż na ten świat social media trzeba patrzeć z dystansem, refleksyjne patrzeć na treści produkowane przez naszych ulubionych twórców. Obserwować, czy trzymają oni poziom. Próbować nawet wytknąć błąd, jeśli się taki pojawi. A Wy jak się na to zapatrujecie? Dajcie znać w komentarzach, mam nadzieję, że wywiąże się z tego ciekawa dyskusja.   

Winylove odc. 2

20.5.22

Winylove odc. 2



Zarówno winyle, jak i muzyka elektroniczna są moją miłością, dlatego też, dzisiejszy odcinek z serii Winylove poświęciłem właśnie muzyce elektronicznej, która ma wiele twarzy. W tym drugim odcinku zaprezentuję płyty, pokazujące różne oblicza elektroniki. Przejdziemy od dźwięków inspirowanych polskim hip-hopem, po przez ambient, aż do lub techno. Każda z tych stylistyk brzmi inaczej, wprowadza nas w inne emocje. 

Płyty, które dziś przedstawiłem, pasują do słuchania w fotelu oraz do zabawy na parkiecie. Mogę śmiało przyznać, iż każdy znajdzie tu coś dla siebie. Dlatego jeżeli chcesz poznać ciekawe i inspirujące płyty to zapraszam Cię do poniższego filmu. Koniecznie daj znać czy spodobał Ci się dzisiejszy zestaw płyt. Tymczasem zostawiam Cię z nowym odcinkiem serii Winylove.  

Jak zostać DJ-em? (część 7 - skąd czerpać muzykę?)

9.5.22

Jak zostać DJ-em? (część 7 - skąd czerpać muzykę?)

  Muzyka to główna amunicja DJ-a. Bez niej nie ma nic, a dobra selekcja to oprócz umiejętności technicznych najważniejsza rzecz w całym tym sporcie. I prawdą jest, że muzyki nigdy za wiele. Pomijając nośnik, musimy złożyć na prawdę dużą bibliotekę dźwiękową, która posłuży nam na imprezach, na streamach (jeśli takowe będziemy robić), na podcasty nagrywane na zaproszenie, bądź też te nagrywane według swojej woli. Uogólniając, musimy mieć gigantyczne zasoby muzyczne, szczególnie, jeśli poruszamy się po wielu gatunkach muzycznych. Tę część chcę właśnie poświęcić na deliberację o źródłach, z których można czerpać muzykę. Wpis ten podzielę na dwa segmenty, gdzie zaprezentuję sklepy zarówno z muzyką cyfrową jak i winylami. 

Gdzie kupić cyfrowe pliki?


Każdy, kto choć trochę zetknął się z tematem djingu kojarzy taki sklep jak Beatport. Jest to najpopularniejszy cyfrowy sklep z muzyką, gdzie zaopatrują się DJ-e. Znajdziecie tam nieprzebrane pokłady muzyki z każdego gatunku elektroniki. Obojętnie czy gracie techno, house czy drum&bass… Na Beatport jest tego ogrom, a wychodzi codziennie dużo muzyki, oczywiście jest tam dużo szmelcu, więc trzeba długo przy tym siedzieć i grzebać w gatunkach, aby znaleźć perełki. Idąc dalej, mamy Juno download, który jest również znany jak Beatport. Tam także znajdziecie mnóstwo dobrej muzyki z każdego gatunku. Traxsource to kolejny sklep z muzyką, też popularny, jednak jest bardziej sfokusowany na DJ-ów grających muzykę house i tym podobne. Odpowiednio jak na Beatport, czy Juno znajdziecie dużo nijakości, lecz perełki również się trafią. Mamy do dyspozycji także Bandcamp, czyli platformę, sklep muzyczny dla niezależnych artystów i wytwórni. Tutaj muzyka jest nieco droższa, bo ceny ustalane są przez wtórnie, jednak z wyższą ceną idzie też jakość muzyki, w sensie oczywiście gatunkowym. Raz w miesiącu robiony jest tzw. Bandcamp Friday, czyli w dany piątek platforma nie pobiera prowizji, więc wszystko idzie w ten dzień dla wytwórni i artystów. Jest to chyba jedna platform najlepiej wspierających artystów. Można tam także znaleźć muzykę promocyjną, którą pobieramy za darmo lub za jakimś wsparciem danego artysty. Soundcloud to kolejna platforma muzyczna, jednak jej zadaniem jest umożliwienie promocji artystów czyli najczęściej odsłuchiwanie muzyki, udostępnianie jej na swoim wallu, dawanie serduszek i pisanie komentarzy. Niemniej artyści często udostępniają tam swoją muzykę za darmo w ramach promocji, bezpośrednio do ściągnięcia, bądź za pomocą bramki Hypeddit, która umożliwia ściągnięcie utworu dopiero po wykonaniu czynności, np. polajkowanie, komentarz, udostępnienie czy fallow artysty, bądź wytwórni. Przykładem takich labeli, które udostępniają muzykę w ten sposób niech będzie TRNDMSK, House music With Love, itp. 


(Źródło: beatport.com) 
Inną metodą na zdobycie muzyki jest piractwo, jednak po za darmowym zdobyciem muzyki nie ma żadnych plusów. Raz, że jest to nielegalne, dwa, że nie szanuje się w ten sposób pracy artystów i wytwórni, trzy, w obecnych czasach po prostu nie opłaca się tego robić, bo muzyka nie jest droga. Po za tym nie musimy kupować na raz kilkuset kawałków. Co miesiąc można zakupić kilka utworów za powiedzmy 50 zł. Do tego dobrać coś ściągniętego za darmo z Soundcloud i już na jakiś set wystarczy. Piracenie daje tylko złudzenie posiadania muzyki. Bo jeśli coś szybko ściągnęliśmy to i szybko możemy usunąć, w efekcie czego sami nie szanujemy muzyki. Natomiast gdy kupimy jakąś empetrójkę to już tak łatwo nie będzie się z nią rozstać i wyrzucić, bo zainwestowaliśmy w to swoje pieniądze. Myślę, że warto korzystać z tych legalnych źródeł i wspierać po prostu tych twórców, którzy nam przypadają do gustu. 


Gdzie kupić winyle?  


Z winylami jest trochę inaczej niż z cyfrowymi plikami, bowiem tutaj inwestujemy więcej pieniędzy w płytę, dorzucamy jeszcze inne koszta, np. koszt przesyłki. Niemniej mamy tą wartość dodaną, choćby w postaci okładki, która bywa też i oddzielnym dziełem sztuki. Można się spotkać z tym, że wytwórnia jest skłonna dorzucić wlepki, plakat lub kod do ściągnięcia cyfrowej wersji płyty za darmo. Warto wspomnieć o tym, że płyty można kupować nie tylko nowe, lecz także znajdziemy mnóstwo płyt używanych, które posłużą nam na wiele imprez. Sam właśnie zaczynałem zbierać swoją kolekcję od płyt używanych. Takim głównym źródłem płyt używanych ( i nie tylko) jest globalny serwis Discogs. Tam możemy dorwać każdą płytę, która nam się zamarzy, oczywiście wszystko kwestia ceny. Co ważne przysyłki z Europy i reszty świata są dość drogie, więc trzeba uważać lub po prostu robić z kimś wspólną paczkę od danego sprzedawcy. Przykładowo ceny przesyłki z krajów europejskich mogą się wahać od kilkunastu do kilkudziesięciu euro. Wszystko zależy od tego skąd jest dana paczka i jak dużo jest płyt. Zawsze warto sprawdzić u każdego sprzedawcy koszt przesyłki do Polski. Jeżeli chodzi o płatność to można zapłacić przelewem (z numerem konta w formacie IBAN i numerem SWIFT), a także po przez portal PayPal. 

(Źródło: discogs.com) 
Co ważne i co należy podkreślić, płyty używane mają swoją gradację kondycji, stanu, w jakim płyta się znajduje. Poniżej znajdziecie gradację.


Idealny (ang. Mint, M)

Płyta jest w zupełnie nowa, bez śladów powierzchniowych i pogorszenia jakości dźwięku. Okładka i wszelkie dodatkowe elementy są w idealnym stanie. 


Niemalże idealny (ang. Near Mint, NM)

Płyta praktycznie idealna, odtwarzana maksymalnie kilka razy. Winyl nie posiada wad, mogą się natomiast znaleźć delikatne muśnięcia lecz nie rysy. Po okładce widać ślady użytkowania, jednak nic nie jest zniszczone.  


Doskonały (ang. Excellent, E)

Tutaj można zauważyć, że płyta była odtwarzana, ale spadek jakości dźwięku jest bardzo niewielki. Okładka i opakowanie mogą być lekko zużyte i / lub pomarszczone.


Bardzo dobry (ang. Very good, VG)

Płyta odtwarzana wielokrotnie, ale nie wykazuje znaczącego pogorszenia jakości dźwięku. Posiada zauważalne ślady na powierzchni i lekkich zarysowania. Dopuszczalne jest normalne zużycie okładki lub elementów dodatkowych, bez większych wad.


Dobry (ang. Good, G)

Płyta była odtwarzana wielokrotnie, jakość dźwięku wyraźnie się pogorszyła. Prawdopodobieństwo wystąpienia dość dużych rys wzrasta. Okładka i zawartość zapewne posiadają spore zagięcia, przetarcia, zarysowania, itp. 


Zadowalający (ang. Fair, F)

Płyta nadaje się do odtwarzania, ale nie była odpowiednio pielęgnowana i znacznie szumi; może nawet skoczyć. Okładka może być naddarta, poplamiona i/lub zamazana.


Kiepski (ang. Poor, P)

Płyta nie będzie dobrze grała z powodu dużych zadrapań, brzydkich trzasków itp.; okładka bardzo zniszczona lub niekompletna.


Zły (ang. Bad, B)

Płyta nie nadaje się do odtwarzania. Egzemplarz jedynie dla kolekcjonerów. Okładka bardzo zniszczona lub jej brak.


Jeśli chodzi, o używane płyty z PL to tutaj przoduje Allegro. Można tam wyrwać sporo fajnych płyt, niemniej osobiście nie polecę na ten moment żadnego sprzedawcy, ponieważ sam od jakiegoś czasu nie kupuję płyt z tego serwisu, więc ciężko abym był w jakiś sposób obiektywny. Gradacja stanu płyt w tym przypadku jest taka sama. 

Przejdźmy teraz do nowych płyt. Tutaj kłania się także Discogs, Allegro, ale jeśli chodzi o polskie sklepy z muzyką elektroniczną to  można wymienić takich graczy na polskim rynku jak: Side One, Yak Records, K-Wax, Cyman records. Ten ostatni sklep, prócz bycia zwykłym sklepem, oferuje także mail order, czyli zamówienia z niemieckich sklepów deejay.de oraz decks.de i ściąga je do nas z kosztem polskiej przesyłki (nie tej z Niemiec) oraz swoją niewielką prowizją. Na koniec tej wyliczanki dodałbym jeszcze Bandcamp, o którym wspomniałem wyżej, przy okazji plików cyfrowych. Tam możecie nabyć także i winyle, płyty CD i kasety. Wszystko zależy od wytwórni i tego czy posiada ona winyle w swoim asortymencie i czy właściwie wydała coś na winylu. 


Podsumowanie...


Podsumowując, obecnie mamy multum kanałów, z których możemy pozyskiwać muzykę, jednak wymaga to od nas dużego skupienia, cierpliwości oraz czasu, ponieważ mamy do czynienia z oceanem złej muzyki, z którego musimy wyłowić perełki. Na to składa się oczywiście nasz gust, który się ciągle zmienia, ewoluuje, a także umiejętność przygotowania selekcji, którą nabywamy i rozwijamy w dalszym djskim życiu. Na koniec chcę zapytać z czego słuchacie muzyki? Czy są to płyty CD, streaming, a może winyle? ;) Koniecznie dajcie znać w komentarzu. 

Dzień Walki z Dyskryminacją Osób Niepełnosprawnych

5.5.22

Dzień Walki z Dyskryminacją Osób Niepełnosprawnych


    5 maja to bezsprzecznie ważny dzień dla wielu osób, w tym też dla mnie, ponieważ dziś jest Dzień Walki z Dyskryminacją Osób Niepełnosprawnych. Z tego powodu nagrałem też kilkuminutowy film, w którym to opowiadam między innymi o tym dlaczego w naszym społeczeństwie, tak wiele osób spotyka się z dyskryminacją z powodu braku pełnej sprawności. Opowiadam także o tym czy ja doznałem dyskryminacji i też jak z tym walczyć. 

    Na początku wróćmy do korzeni tego święta. Obchodzone jest w Europie corocznie 5 maja, zapoczątkowane we Francji na początku lat 90. XX wieku, jako dzień godności osób niepełnosprawnych. Takim nadrzędnym celem obchodów jest sprzeciw wobec dyskryminacji osób niepełnosprawnych w pracy, w urzędzie oraz w życiu codziennym.. Jest też  dniem manifestowania tolerancji i równouprawnienia w każdej sferze życia. 5 maja to także Dzień Europy, czyli święto europejskich państw. 

W Polsce żyje oficjalnie ok. 4,7 mln osób z niepełnosprawnościami, natomiast szacuje się, że jest nas dużo więcej. Niestety, w naszym kraju dużo mówi się o pomocy dla niepełnosprawnych, znoszeniu różnic i  barier (najwięcej gada się przed wyborami). Jednak mało się robi. Jestem przekonany o tym, że bez zmian systemowych mało co się zmieni. Niemniej musimy głośno krzyczeć o naszych potrzebach, być może ktoś pójdzie po rozum do głowy i zacznie coś zmieniać. Naszym zadaniem jest pokazywanie dobrych praktyk, które powinny obowiązywać, ponieważ nikt za nas tego nie zrobi. 

Jeśli czujecie, że jesteście dyskryminowani, np. w miejscu pracy to możecie zgłosić się do bezpośrednio pracodawcy, związkom zawodowym lub innej organizacji zajmującej się prawami pracowników, przykładowo Państwowej Inspekcji Pracy. W innych kwestiach możecie zgłosić się także do Biuro Pełnomocnika Rządu ds. osób Niepełnosprawnych.     

Copyright © Muzyka na kółkach , Blogger