Czarno-białe okulary

20.9.21

Czarno-białe okulary

Każdy, kto lubi oglądać filmy, szczególnie te kręcone za wielką wodą, doskonale wie, że w wielu produkcjach jest tam sobie główny bohater i postać, z którą on walczy. Widać to w gatunkach sensacyjnych, sf, thrillerach, itd. Mamy tam właśnie protagonistę i antagonistę, których cechy wyraźnie naszkicowano w scenariuszu, fabule i bez większego trudu odgadniemy kto jest kim. Jednak w życiu ludzie nie posiadają tak jasno określonych charakterów. Ciężko odróżnić kogoś dobrego od złego. Patrząc na pozory może się okazać, że np. miły, uczynny człowiek, którego znamy jest zły, bo znęca się nad zwierzętami, a w niedzielę klęczy w kościele, ale też bywa i na odwrót. Ten, który kradnie, robi to bo zbiera pieniądze na leczenie siebie lub chorego członka rodziny. Zobaczcie to nawet na przykładzie serialu „Dom z papieru”. Abstrahując od tego czy ten serial się komuś podoba, czy nie, nie można mu odmówić interesującego spojrzenia na bohaterów i ukazania ich pod różnym kątem, przez barwne soczewki, które nadały tym bohaterom charakter. Te odwrócenie ról idealnie przedstawia ludzi jako istoty złożone, nie posiadające jednowymiarowej osobowości. 

Niestety, często bywa tak, iż przez stereotypy, uprzedzenia, czy nawet role społeczne definiowani jesteśmy przez innych bardzo jednowymiarowo i płytko. Takie łatki często przyklejają się do nas na zawsze. I zobaczcie… Jak to jest, że patrzymy na ludzi przez tytułowe czarno-białe okulary? Przecież pozory, to tylko wierzchołek góry lodowej. Za nimi kryje się przecież człowiek, taki sam jak my. Pełen emocji, obaw, marzeń, pragnień, mocnych i słabych stron, wad i zalet, itd. Jednak zamiast dojrzeć człowieka w człowieku, to przeważnie widzimy wspomniany wierzchołek, czyli np. to jak się ktoś zachował, co powiedział, jak się ubrał, a nie znamy jego powodów, które determinowały te czynniki, na które zwróciliśmy uwagę. 

I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Mianowicie chodzi mi o coraz mocniej postępującą polaryzację naszego społeczeństwa. (Klik) Doszedłem też do wniosku, że duża część naszego społeczeństwa potrafi się jednoczyć, jeśli chodzi o ważną sprawę. A jak kurz bitew opada to zaraz następuje podział, a między nim morze nienawiści. Kłócimy się dosłownie o wszystko, nawet o to jaki gatunek muzyki jest lepszy. I na początku owszem, są argumenty, lecz potem emocje idą w ruch i bez sentymentów lecimy z hejtem… Dowalamy innym, wyżywamy się, robimy wszystko, aby tylko nasze było na wierzchu. Przy polaryzacji właśnie zaczyna się patrzenie na ludzi przez te wspomniane już czarno-białe okulary. Identyfikujemy innych jako przyjaciela bądź wroga na podstawie tego co mówi oraz jego przemyśleń i poglądów. Przykład: sprawy społeczne prezentowane ze strony skrajnej lewicy i skrajnej prawicy. Mimo, że w wielu kwestiach każda ze stron ma sporo racji, to od jednych i drugich wieje hipokryzją na kilometr. Oczywiście, nie chcę wrzucać wszystkich ludzi o skrajnych poglądach do jednego wora, lecz chcę pokazać, że bycie skrajnie nastawionym na którąkolwiek z opcji, powoduje sporą niechęć do drugiej strony przez zauważanie przysłowiowej drzazgi w ich oku, jednocześnie nie widząc belki u siebie. Taka niby tolerancja; piękne hasło, lecz zamyka się ono jedynie w kręgu zbieżnych poglądów, tworząc kółko wzajemnej adoracji. Dobrze by było, aby skrajny prawicowiec zaakceptował skrajnego lewicowca i vice versa. Jednak zamiast tolerancji i akceptacji dla odmiennych poglądów, mamy nienawiść, dodatkowo podsycaną przez media i polityków. Znalazłem też badania, które dowodzą, że w segmencie światopoglądowym i politycznym większość Polaków nie jest ani po jednej, ani po drugiej stronie. Niemniej można się domyślić, że wynika to raczej z braku zainteresowania się sprawami społecznymi i politycznymi, aniżeli świadomym centryzmem. 

(https://wiez.pl/2020/09/17/mity-i-rzeczywistosc-polskich-podzialow/)

Chociaż osobiście mam nadzieję, że faktycznie centrystów i to tych świadomych jest więcej niż tych opowiadających się po jednej lub drugiej stronie barykady. A to dlatego, że jeśli optujemy bardzo mocno za którąś ze stron, to ryzyko radykalizacji znacznie wzrasta. Jeżeli się radykalizujemy to bardzo często dochodzi do podziału na my i oni. My - ci dobrzy; oni - ci źli. To właśnie staje narastającym problemem dla wielu, którzy zaczynają się zapędzać tylko w swojej „prawdzie”, nie biorąc pod uwagę argumentów drugiej strony. 

Poruszyłem kwestie polityczne i światopoglądowe, jednak nie chcę, byście odebrali ten tekst jako atak na którąkolwiek ze stron, czy nakłanianie Was do bycia w centryzmie lub posiadania  poglądów takich czy innych. Chodzi mi o to, żeby każdy, pomimo odmiennego spojrzenia na świat umiał dostrzec człowieka w człowieku i potrafić wysłuchać drugiej strony i bez ataku, agresji przedstawić swoje spojrzenie na sprawę. Myślę, że dzięki większemu poziomu empatii każdy będzie mógł powiedzieć o swoich poglądach, obawach, marzeniach bez strachu przed brakiem zrozumienia, wyśmiania, itd. Lubmy się ciut bardziej, szanujmy innych i ich poglądy, a wszystko będzie szło w lepszym kierunku. Na koniec chciałbym się podzielić tym oto filmem, który wypuścili wczoraj G.F. Darwin. Myślę, że idealnie będzie wpasowywać się w ideę tego wpisu, szczególnie napisy końcowe.   

G.F. Darwin - Pocztówka z przyszłości     

Uszanowanko Festiwal - festiwal integracji artystycznej - relacja

8.9.21

Uszanowanko Festiwal - festiwal integracji artystycznej - relacja

(Źródło: Fanpage Uszanowanko Festiwal)

  Zacznę od tego, iż nigdy jakoś nie było w planach, by relacjonować jakiekolwiek wydarzenia na blogu, niemniej zrobię ten mały wyjątek, ponieważ to co wydarzyło się w pierwszy weekend września, dało mi wiele do myślenia, poszerzyło horyzonty oraz zainspirowało mnie do pewnego działania. Wydarzenie te pozwoliło mi także spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy. 

Wróćmy do początku… 4 września 2021 roku odbyła się pierwsza edycja Uszanowanko Festiwal, czyli festiwal integracji artystycznej, podczas którego odbyły się warsztaty, panel dyskusyjny i na końcu impreza w krakowskim klubie Betel. Czym w zasadzie jest Uszanowanko Festiwal? Otóż jest to event, który dąży do znoszenia, łamania podziałów między osobami z niepełnosprawnościami i osobami pełnosprawnymi. Te wydarzenie pokazało, że każdy, bez względu na swoją sprawność, bądź jej brak  może iść do klubu i pobawić się przy dobrej muzyce i świetnym towarzystwie, ale i nie tylko, bowiem na przykładach występujących można było zobaczyć, że bycie osobą z niepełnosprawnością nie przeszkadza być świetnym artystą. 

(fot. maciekzygmunt.com)

  Oprócz panelu dyskusyjnego, imprezy, były także i warsztaty, które pokazywały świat z perspektywy OzN. Można było sprawdzić jak to jest nie widzieć, czy jeździć na wózku, poznać jakieś podstawowe zwroty w Polskim Języku Migowym. Niestety nie udało mi się dotrzeć na warsztaty, ponieważ podróż do Krakowa zajmuje mi bardzo dużo czasu. 

(fot. maciekzygmunt.com)
Po warsztatach odbył się wspomniany tutaj panel dyskusyjny zatytułowany „Czy wszyscy mogą do klubu?”. Poruszyliśmy kwestię dostępności klubów dla OzN. Przyznam, że refleksji mam kilka po tym panelu. Mówiliśmy chociażby o tym, że brakuje informacji co w klubie jest dostępne, a co nie. I muszę stwierdzić, iż faktycznie jest to dość dużym problemem, szczególnie, jeżeli dana osoba z niepełnosprawnością wybiera się po raz pierwszy do danego lokalu. I tak już po całym wydarzeniu przyszło mi do głowy, że fajnie by było, gdyby powstała taka mapa polskich klubów, gdzie będzie wszystko transparentnie opisane co jest dostępne, a co nie i jak najlepiej i najłatwiej dostosować, bowiem są lokale takie jak chociażby Święta Krowa w Krakowie, przytaczana na panelu wielokrotnie, której ze względu na lokalizację nie da się przystosować. 

(fot. maciekzygmunt.com)
Nie założymy tam windy czy platformy, jednak warto by takie kluby jak ten, miały na podorędziu ludzi, którzy pomogą OzN chociażby dostać i wydostać się z klubu. I to jest właśnie kolejne moje przemyślenie po tym festiwalu. Warto też dodać, iż panel zyskał ciut inny wydźwięk niż zakładałem, tzn. wg. mnie było trochę za dużo mówienia o tematyce odgórnej, czyli instytucji, dotacji, dofinansowań itp. Co jest też mega ważne i potrzebne. Natomiast za mało było mówienia o inicjatywach oddolnych, które wręcz są trzonem świata klubowego i imprez, ponieważ to co się w tym klubowym świecie dzieje, wychodzi od ludzi - djów, promotorów czy kolektywów a nie od instytucji, chociaż też są wyjątki, jak np. różnego typu festiwale, itp.

(fot. maciekzygmunt.com)

Po panelu dyskusyjnym w Pałacu Krzysztofory przyszedł czas na imprezę, która odbyła się w klubie Betel i przyznam, że jest to najlepiej przystosowany klub dla OzN jaki widziałem. I szczerze...? Ta impreza, na ten jeden wieczór przynajmniej, w świetny sposób zintegrowała ze sobą każdego. I tego życzę każdemu klubowi, każdej imprezie, aby łączyła wszystkich, bez względu na sprawność lub jej brak; przekonania, poglądy, orientację seksualną, religię, status społeczny, itd. Bo okazji do dzielenia mamy dużo i jest to łatwe. Natomiast do połączenia wszystkich ze sobą, okazji jest nie wiele i wymaga to nie lada wysiłku. Tutaj, na tym polu Uszanowanko Festiwal dało radę, udźwignęło ten ciężar integracji i mam nadzieję, że ta płaszczyzna utrzyma się jak najdłużej i będzie świetną okazją do łączenia ludzi. Z niecierpliwością czekam na kolejną edycję, która mam nadzieję odbędzie się za jakiś czas.  😀


(fot. maciekzygmunt.com)



Social Media Uszanowanka


FB: Uszanowanko    

Instagram: @uszanowanko_festiwal

 

Osoby z niepełnosprawnością w szkołach

1.9.21

Osoby z niepełnosprawnością w szkołach


Właśnie zaczyna się nowy rok szkolny, w którym to dzieciaki powracają do swojej szkoły, ale także i do rówieśników, kolegów, koleżanek, przyjaciół. Pomyślałem, że jest to dobry moment, aby przybliżyć Wam sytuację dzieci, młodzieży z niepełnosprawnością w placówkach oświatowych i przy okazji zrobić sobie taką podróż sentymentalną do lat szkolnych, bo to właśnie w szkole spędzamy sporą część życia, będąc tam aż do osiągnięcia pełnoletności, a nawet i dłużej. To właśnie w tym okresie kształtuje się w nas ten człowiek, którym będziemy w przyszłości. Nie chcę zabrzmieć jak na jakimś apelu, ale to właśnie w latach szkolnych zawieramy przyjaźnie, przeżywamy pierwsze miłości, itd. Dlatego szkoła, jaka by nie była, to jest ważnym miejscem dla młodego człowieka bez względu na sprawność.

Zacznijmy od tego, iż rodzice dzieci z niepełnosprawnością mają do wyboru trzy rodzaje placówek oświatowych: szkoły masowe, szkoły integracyjne, szkoły specjalne. Szkoły masowe, zwane także jako powszechne to zwykłe, normalne placówki, do których posyła się każde dziecko. Szkoły integracyjne to  połączenie masówki ze szkołą specjalną, gdzie dzieci z niepełnosprawnością są traktowani na równo z tymi w pełni sprawnymi. Tutaj klasy powinny być mniejsze, gdzie na 20 uczniów sprawnych powinno przypadać od 3 do 5 uczniów z niepełnosprawnością. Mamy także dwóch nauczycieli; jeden przedmiotowy, drugi wspierający, czyli pedagog specjalny. Trzecim rodzajem szkół są szkoły specjalne. Tutaj panują inne zasady, aniżeli w szkole masowej, czy nawet integracyjnej. Klasy są nieliczne, a nauczyciele powinni być w stanie wytłumaczyć wszystko każdemu uczniowi. Znajdziemy tam także zajęcia rewalidacyjne i rehabilitacyjne. W szkołach specjalnych uczą się uczniowe wyłącznie posiadający orzeczenie o niepełnosprawności.  

Jak wiecie, albo i nie wiecie, pochodzę ze wsi. Swoją przygodę z oświatą zacząłem w 1997 roku. W tamtych czasach nie było takiego wyboru jak szkoła integracyjna. Natomiast szkoła specjalna była tylko w mieście. Moi rodzice jednak zdecydowali, że pójdę do zwykłej szkoły. Podstawówka do której uczęszczałem mieściła się w dworku, w którym jak można się domyślić nie było żadnego przystosowania dla dzieci z niepełnosprawnością. Prawdę mówiąc przez całą moją zerówkę nie było nawet ubikacji, tylko wychodek na dworzu. Dopiero rok później zrobili tam remont, ale oczywiście nikt nic dla mnie nie zrobił, np.: podjazd, czy inne przystosowanie. 

(Moja podstawówka)

Idźmy dalej… Gimnazjum. Tu było lepiej, bowiem poszedłem do niedawno pobudowanej szkoły, więc podjazd i inne udogodnienia były. Problemem było to, iż gimnazjum uczyło się na drugim piętrze. Podstawówka zajmowała parter i pierwsze piętro. Ten problem rozwiązali dyrektorzy, zamieniając się pomieszczeniami i ja dostałem klasę na parterze i byłem przez kolegów wnoszony tylko na godzinę w tygodniu, czyli na Informatykę. 

(Moje gimnazjum) 

Liceum. Tu gdzie chodziłem, byłoby dla młodzieży z niepełnosprawnością piekło. Bowiem Pani dyrektor była, jakby to łagodnie powiedzieć, totalitarnym wodzem… Oprócz schodów do budynku miałem od niej „udogodnienie”, w postaci klasy na piętrze zamiast na parterze… Musiałem wchodzić po schodach na kolanach, ponieważ wózek nie mieścił się na półpiętrze. Tak to niestety wyglądało… I dobrze, że ta szkoła już nie istnieje. 

(Moje liceum)

Studia zaś pod względem osób z niepełnosprawnością były jednym z najlepszych etapów. A to dlatego, że tutaj bariery architektoniczne praktycznie zniknęły. 

(Moja uczelnia)

Jeśli chodzi o aspekty społeczne, to zawsze byłem traktowany „normalnie”, zarówno przez rówieśników, jak i kadrę nauczycielską. Jeżeli zasłużyłem, to dostawałem gorszą ocenę, lub uwagę za złe zachowanie. A i w drugą stronę też nie było problemów, typu wyzwiska, gnębienie, poniżanie, wytykanie palcami, itp. To też wynikało chyba z osobistego traktowania siebie jako zwykłego człowieka.

Ze specjalnych przywilejów miałem tylko trochę dodatkowego czasu przy pisaniu klasówek, sprawdzianów, czy matury. Do tego jeszcze był zwrot kosztów za paliwo, a i to też nie od samego początku nauczania. W liceum dopiero ja i moi rodzice zostaliśmy poinformowani, iż posiadając odpowiednie orzeczenie mogłem wybrać sobie szkołę bez względu na ilość uzyskanych punktów na egzaminie gimnazjalnym. Fakt, faktem nie wiem czy bym sobie poradził w lepszej szkole, bowiem po ukończeniu trzeciej klasy podstawówki przestałem być prymusem, co też miało swój powód, jednak nie będę go publicznie przedstawiał. 

A jak jest dzisiaj? Myślę, że sytuacja na tym polu się poprawiła, bowiem mamy szkoły integracyjne, ciut lepszy dostęp do informacji, itp. Od niedawna istnieje też coś takiego jak edukacja włączająca, która swoimi obwarowaniami administracyjnymi i prawnymi nakłada równość we wszystkich aspektach edukacji dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami. Obecnie nie wiem jak wygląda to w praktyce, więc fajnie by było, gdyby rodzic ucznia z niepełnosprawnością wypowiedział się w komentarzu na temat edukacji włączającej. Co będzie dalej? Tego nie wiadomo, jednak jestem przekonany o tym, że wspólnymi siłami możemy zmieniać i polepszać sytuację uczniów z niepełnosprawnościami w każdym aspekcie drogi edukacyjnej.  

„Szczęściem się jest.” (Edward Stachura) - o szczęściu słów kilka

27.8.21

„Szczęściem się jest.” (Edward Stachura) - o szczęściu słów kilka

 


Szczęście… Co to takiego jest? To bogactwo? A może to rodzina i nasi bliscy? A może to jednak zdrowie i długie życie? Co sprawia, że człowiek jest szczęśliwy? Kiedy właściwie je odczuwamy? Na te pytania każdy odpowie inaczej, bowiem każdy ma inną definicję szczęścia, która u wielu będzie ze sobą zbieżna, lecz w wielu przypadkach będzie ona tak różna, że może to doprowadzić do małych spięć między sobą, bo dla jednej osoby szczęściem jest być, dla drugiej osoby mieć. I nie można obwiniać nikogo za próbę osiągnięcia szczęścia (chyba, że robi to w sposób nieetyczny lub niezgodny z prawem). Wszystko uzależnione jest tak na prawdę od wielu czynników, wymienianych zarówno w psychologii, filozofii czy religii, jednak najczęstszym czynnikiem wymienionym w tych wszystkich naukach będziemy MY! Ludzie i nasze subiektywne podejście do szczęścia oraz kontekst. Tak… On też jest ważny!

Zobaczcie! Miliarderzy… Mają pałace, jachty, samoloty, ludzi do usługiwania, taką furę pieniędzy, że do tylu nie potrafimy liczyć. A jednak! Pośród tego „szczęścia” możemy znaleźć tego nieszczęśliwego i zmęczonego miliardera… i teraz spójrzmy na ile to zależy od kontekstu. Ludzie biedni lub przeciętnie zarabiający czyli jakieś 99% ludzi na świecie za takie życie, bycie w tym 1% najbogatszych oddałoby dosłownie wszystko. Choć może się wydawać, że to nazbyt duże uogólnienie, to jednak na prawdę ogrom poszczególnych person chciałyby być bajecznie bogate. 

Zejdźmy z pieniędzy i dóbr materialnych. Czy człowiek zdrowy to człowiek szczęśliwy? I tak i nie… Bowiem z mojej perspektywy jako osoby z niepełnosprawnością i osoby z pewnymi chorobami zdrowie jest niesamowitym szczęściem. Jest jedno ale. Osoba tryskająca zdrowiem też może być nieszczęśliwa, ponieważ boryka się z problemami innej natury. Być może ktoś rozstał się z drugą połówką, albo komuś z różnych powodów nagle zawalił się świat… I ja, gdybym był pozbawiony empatii, powiedziałbym coś w stylu „daj spokój, wszystko się jakoś ułoży… najważniejsze jest zdrowie…” No dla mnie jest… Ale czy dla tej osoby także? W tej złej chwili raczej nie bardzo, bo przecież ta osoba ma to, o czym mówię. Straciła za to coś innego. I właśnie to dla tej osoby będzie najważniejsze. Dlatego też wspomniałem, że kontekst naszego życia jest bardzo ważny przy próbie zdefiniowania szczęścia. Myślę, że to dane sytuacje determinują to czy jesteśmy w danym momencie szczęśliwi. 

Gdybym miał podjąć się zdefiniowania i próbować określić czym jest szczęście to powiedziałbym, że szczęście to życie. Z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z tym co nas spotyka, z dobrem i złem. Myślę, że mamy wielkie szczęście spacerować po tym łez padole, mimo, że czasami jest cholernie pod górę. Oczywiście to tylko mój pogląd na szczęście i możecie się nie zgadzać i mieć inne zdanie na temat szczęścia. I mogę nie mieć racji, lecz rozmyślając przez długi czas, doszedłem do wniosku, iż ludzie za bardzo skupiają się na tym co nieuchwytne, czyli kariera, prestiż, bogactwo, a nawet zdrowie, a zapominają o zwykłym życiu i możliwości cieszenia się chwilą i takimi zwykłymi drobnostkami, jak np.: smak kawy czy czekolady, zabawa z dziećmi czy z psem. Te proste czynności i proste chwile pokazują nam palcem, jacy jesteśmy szczęśliwi. 

Co zrobić, aby być w życiu szczęśliwym? Tego tutaj Wam nie napiszę… Nie znajdziecie tutaj przepisu na szczęście, bowiem każdy z nas ma inną definicję szczęścia, więc wg. mnie te wszystkie poradniki to można sobie w buty wsadzić, by być wyższym… Jedynie wystarczy żyć… Żyć i kochać życie, jakie by ono nie było. Fortuna kołem się toczy i na pewno dla każdego z nas przyjdzie moment w życiu na szczęście.     

Muzyczny Przegląd #1 - Sophie Szklarska

16.8.21

Muzyczny Przegląd #1 - Sophie Szklarska

    Zaczynając przygodę z blogowaniem, nie myślałem robić recenzji, czy stricte informacji prasowych, które to dotyczą nowych wydawnictw i samej muzyki, jednak życie pisze własne scenariusze i  tak oto  powstał nowy cykl Muzyczny Przegląd. 

      

    Jak już wspominałem na wstępie, pierwszym moim gościem w tym nowym cyklu będzie młoda, niezależna i utalentowana artystka z Warszawy, która ma już na swoim koncie kilka sukcesów wydawniczych. Sophie Szklarska, bo o niej mowa swoją przygodę produkcją muzyczną zaczęła około półtora roku temu, w Warszawskiej Akademii Dźwięku. Jak sama dodaje, od tamtej pory nie ma w jej życiu dnia bez muzyki. Miesiąc temu, 16 lipca ukazał się jej najnowszy singiel zatytułowany "W domyśle". 


    Ale jaką muzykę tworzy Sophie Szklarska? Jaką drogę obrała? Co gra? Otóż warto nadmienić, iż  Sophie nie lubi odpowiadać na pytanie, jaki gatunek muzyki tworzy. A jest to zwykle pierwsze pytanie, które ludzie zadają. Nie lubi na nie odpowiadać, ponieważ każdy z gatunków ma jakieś, swoje „zasady” a Sophie nie lubi zasad :) Robi to, co dla niej samej  brzmi dobrze, i nie nadaje temu etykiet i nazw, czuje że to ją ogranicza. A jak już ktoś nalega to mówi po prostu elektronika/alternatywa :)" 


(Sophie Szklarska "W domyśle")

    Aby przybliżyć Wam postać Sophie, warto zacząć od początku. Jak sama artystka wspomina, od dziecka ciągnęło ją do muzyki. ”Można powiedzieć, że wychowałam się w muzycznej rodzinie. Brat wiolonczelista, drugi perkusista, siostra skrzypaczka no i ja, Zośka która wyłamała się z rodzinnej gałęzi muzyki klasycznej i poszła w zupełnie inną stronę. " Sophie dodaje, że takim punktem zwrotnym w jej życiu był jeden z prezentów na 18-te urodziny. "Był to voucher na zajęcia wokalne do Edyty Glińskiej, która jest moją obecną trenerką wokalną. Dzięki niej nauczyłam się (i dalej się uczę) świadomego, zdrowego śpiewania. Dzięki niej wiem jak dbać o swój głos i swoje ciało. " Dalej potoczyło się to niemal wręcz lawinowo... "Kiedy miałam już parę swoich szkiców stwierdziłam, że chciałabym nauczyć się robić swoje własne aranże. Wtedy natknęłam się na Warszawską szkołę produkcji muzycznej - Akademię Dźwięku. Tam właśnie ukończyłam półroczny kurs, podczas którego zdobyłam wiedzę, dzięki której dziś tworzę, to co tworzę. Poznałam tam również Marcina Staniszewskiego, który był tam moim nauczycielem, a z którym dziś współpracuję od czasu do czasu nad miksami/ masteringami moich utworów."

(Źródło: informacja prasowa, Sophie Szklarska - sesja Anita Wasik)

"Ważną postacią, która częścią mojej muzycznej drogi jest Tomasz Gołębiewski (Próżny Typ), którego poznałam podczas jednego ze swoich koncertów. Nasze muzyczne drogi zeszły się kiedy dostaliśmy propozycję zagrania koncertu online, na evencie TVN-u. Było to dla nas ogromne wydarzenie i bardzo ambitnie podeszliśmy wtedy do tematu. Stwierdziliśmy, że w 3 dni przygotujemy materiał na cały koncert, pisząc i aranżując po 5 zupełnie nowych utworów od zera, stricte pod to wydarzenie. Wydawało się to absurdalne, ale udało się! Dzięki temu mój autorski materiał powiększył się o kilka nowych utworów. " -dodaje Sophie. 



    Udało mi się też przeprowadzić swego rodzaju mini wywiad z Sophie Szklarską i zadać kilka pytań, które znajdziecie poniżej… 


Skąd u Ciebie zainteresowanie takim a nie innym nurtem muzycznym ? 


Bardzo trudne pytanie :) muzyka wychodzi ze mnie sama i powstaje zupełnie naturalnie. Nigdy nie zastanawiałam się w jakim gatunku muzycznym chcę tworzyć i ciężko mi zaszufladkować to co robię w jakąś kategorię. Myślę, że to emocje, które mam w sobie, i które chcę przekazać za pomocą muzyki, operują całym klimatem moich utworów. Najprawdopodobniej też podświadomie inspiruję się muzyką, której słucham na codzień, a jest to gatunkowo bardzo rozbieżna historia. Słyszałam wielokrotnie, że moje produkcje klimatem przypominają utwory Billie Eilish (której słucham dość dużo) co nie ukrywam mocno mi schlebia :). Myślę, że klimat moich numerów będzie zmieniał się z czasem wraz z emocjami, które w sobie noszę. Nie chcę zamykać się w jednym gatunku i klimacie, na pewno będę próbować różnych rzeczy. Chciałabym żeby w mojej twórczości, każdy mógł znaleźć coś dla siebie.


Czy oprócz śpiewania, grasz jeszcze na innych instrumentach?


Moim głównym instrumentem, oprócz głosu, jest komputer. To na nim powstają wszystkie utwory, od A do Z. Jakieś 3/4 lata temu nagle pojawił mi się w głowie pomysł, że chciałabym nauczyć się grać na ukulele. Następnego dnia pojechałam do sklepu muzycznego, kupiłam ukulele i do dziś granie na tym instrumencie przynosi mi wiele radości. Dodatkowo towarzyszy mi też w tworzeniu.  Podstawowo gram również na pianinie i zaczęłam się ostatnio uczyć na gitarze. Wszystkich tych instrumentów uczę się na własną rękę i nie będę owijać w bawełnę, nie jestem wirtuozem żadnego z nich :) Mam jednak w planach lekcje pianina i bardzo marzy mi się nauka gry na perkusji. 


Jak wygląda Twój proces tworzenia? 


Jeśli chodzi o muzykę to zwykle zaczynam od tak zwanego brzdąkania na ukulele. Gram sobie jakieś losowe dźwięki i podśpiewuje wymyśloną spontanicznie melodię. Robię to dopóki nie zacznie mi się to wszystko kleić i dopóki nie będę miała pomysłu jak to dalej rozwinąć. Kiedy pomysł i wizja „co dalej” się pojawia, przerzucam to wszystko do komputera i dalej pracuję już tylko i wyłącznie z elektroniką, dobieram odpowiednie brzmienia i efekty. Potem nagrywam wstępne wokale i chórki na dyktafon w telefonie i wrzucam do projektu, w ten sposób mogę ocenić czy współgrają z całością. Z tak przygotowanym aranżem wchodzę do studia nagrać wokale profesjonalnie. A potem już tylko ostateczne poprawki i gotowe! 

Z kolei jeśli chodzi o tekst, bywa różnie. Czasem od początku wiem o czym ma być i tekst po prostu sam się pisze. Czasem przyjdzie mi do głowy jakiś wers (zwykle dzieje się to w najmniej oczekiwanych momentach :). Wtedy zapisuję takie fragmenty w notatkach w telefonie i rozwijam je kiedy czuję, że jest na to odpowiedni moment, nigdy nie zmuszam się do pisania. 


(Źródło: kadr z teledysku do utworu Sophie Szklarskiej "W domyśle")


Czy od początku do końca produkujesz wszystko sama?

 

Tak jak wspominałam wcześniej, robię wszystko sama od melodii, poprzez aranż, dobór brzmień, efektów, napisanie tekstu, zaśpiewanie i wymyślenie chórków. 

Nie nagrywam sama wokali, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie mam odpowiedniego sprzętu ani odpowiednio zaadaptowanego pomieszczenia żeby zrobić to na własną rękę. Mix i mastering utworu również oddaje zawsze komuś bardziej doświadczonemu, z takiego samego powodu. Dodatkowo uważam, że dobrze jak ktoś usłyszy numer „świeżym uchem” i będzie mógł wprowadzić ewentualne poprawki. Często po wielu godzinach spędzonych nad jednym utworem przestaje się słyszeć pewne mankamenty. 

Generalnie jednak jestem totalną Zosią Samosią i wszystko chce robić sama. Wtedy jest dokładnie tak jak chcę i mogę się realizować w 100 procentach w swojej wizji. 


Czym jest dla Ciebie Twoja muzyka?


Moja muzyka jest dla mnie ukojeniem, możliwością uwolnienia emocji, których w codziennym życiu nie potrafię uwolnić. Można powiedzieć więc, że jest też pewnego rodzaju terapią. Muzyka jako jedyna potrafi wzbudzić we mnie tak silne emocje. Mówię sobie często, że moja twórczość jest jak mój najlepszy przyjaciel. Mówię jej wszystko, zawsze mogę się wygadać i wiem że mnie zrozumie, nie będzie oceniać, jakkolwiek szalenie to brzmi. Poprzez muzykę mogę wyrażać siebie w 100 procentach. Nie ma na świecie nic oprócz muzyki, co daje mi tyle radości i satysfakcji, dlatego nie wyobrażam sobie żeby w moim życiu miało jej nie być. 


Co jest Twoją inspiracją?

    

Inspiruje mnie muzyka, sztuka, ludzie, a przede wszystkim to co spotyka mnie na codzień. Inspiracje są zdecydowanie wszędzie gdzie spojrzę, trzeba je po prostu dostrzec. Ja będąc osobą wysoko wrażliwą dostrzegam bardzo wiele, przeżywam wiele spraw bardziej niż przeciętny Kowalski. Dzięki temu zawsze znajdzie się coś, co spowoduje, że mam potrzebę uwolnić emocje, a że robię to głównie poprzez muzykę to zawsze jest o czym pisać. :)

Jeśli chodzi o samą warstwę muzyczną to zdarza się, że jakiś konkretny utwór zainspiruje mnie na tyle, że od razu siadam do komputera i tworzę. Jednak największą inspiracją do tworzenia są moje własne emocje i aktualne przeżycia. 

(Źródło: informacja prasowa, Sophie Szklarska - sesja Anita Wasik)

Czy Twoim zdaniem Twoja twórczość w jakiś sposób komentuje bieżące wydarzenia? 

 

Do tej pory wydane utwory są raczej mocno skupione na mnie samej i tym, co  się we mnie działo w momencie kiedy powstawały. Mam jednak w planach kilka utworów, w których będę poruszać tematy związane z obecnymi wydarzeniami. Nie ukrywam, jest kilka spraw w których mam potrzebę się wypowiedzieć, oczywiście poprzez moją twórczość, ponieważ jest to dla mnie najbardziej treściwa forma przekazu. 


Nad czym obecnie pracujesz?  


W tym momencie dość prężnie pracuje nad kolejnymi singlami. Mam sporo rozpoczętych projektów, które obecnie szlifuje i dopracowuje. Single będą wychodzić regularnie i mam nadzieję, że dość często.  Kolejny numer powinien ukazać się całkiem niedługo, a więcej będę z pewnością zdradzać na moich kanałach social media (dlatego warto śledzić :)

Dodatkowo bardzo chciałabym zacząć koncertowanie od przyszłego sezonu i pracuję nad tym, żeby doszło to do skutku. Zbieram muzyków, materiał i siły i mam ogromną nadzieję, że będziemy mogli się w końcu zobaczyć z moimi słuchaczami na żywo !


Jakie masz plany na przyszłość?


Przede wszystkim planuję wydać płytę, do której materiał właśnie się tworzy. Mam kilka przyszłościowych marzeń związanych z muzyką ale staram się je raczej nazywać celami, chociaż w obecnej sytuacji ciężko cokolwiek przewidzieć. O koncertach już wspominałam, i mam nadzieję, że to raczej bliższa przyszłość. 

Planuję również wydać kiedyś utwór, w którym połączę elektronikę z brzmieniami symfonicznymi, ponieważ całym sercem kocham orkiestrę symfoniczną a moim największym muzycznym marzeniam jest wystąpić kiedyś właśnie z orkiestrą. Na razie moim jedynym, pewnym planem jest dalej ciężko pracować nad kolejnymi utworami. 



Tym sposobem kończymy dzisiejszy wpis. Jeżeli spodobał Wam się twórczość Sophie, to zapraszam na jej Social media. Poniżej znajdziecie linki do Facebooka, Instagrama, YouTube i Spotify.  Dajcie też znać jak Wam się podoba wpis.

Facebook - klik

Instagram - @sophie.szklarska - klik

YouTube - klik

Spotify - klik




Copyright © Muzyka na kółkach , Blogger