Kim jest dla mnie artysta? -  o opłacie reprograficznej słów kilka

22.7.21

Kim jest dla mnie artysta? - o opłacie reprograficznej słów kilka

 


Ostatnio zacząłem się zastanawiać nad kilkoma rzeczami, mianowicie: kim jest artysta, jakie cechy ludzi predysponują kogoś do bycia artystą? Zastanawiam się także nad tym gdzie jest granica pomiędzy rzemieślnikiem a artystą? A może pojęcie artysty jest pojęciem tak zdewaluowanym, że bycie artystą jest już passe? Patrząc właśnie na osoby pokroju Sidneya Polaka, Jasia Kapeli, czy Zbigniewa Hołdysa można odnieść wrażenie, że cały ten artyzm jest przereklamowany i ludzie słysząc słowo „artysta” myślą o artyście jako kimś, kto mimo bajecznych stawek za płyty, koncerty żąda jeszcze „daniny”. Mowa oczywiście o opłacie reprograficznej, która w swoich założeniach ma wspierać artystów. Do niej oczywiście za chwilę przejdziemy, jednak warto sobie wyjaśnić jak rozumieć pojęcie artysta… 

Na początku zacznijmy od tego, jaka jest definicja artysty. Wikipedia podpowiada nam, że jest to osoba tworząca przedmioty materialne lub niematerialne mające znamiona dzieł sztuki. Ale przecież rzemieślnik też tworzy takie przedmioty mające znamiona dzieł sztuki, więc można zapytać gdzie jest ta granica? Przecież przykładowo producent muzyczny w swej definicji jest rzemieślnikiem wytwarzający muzykę dla piosenkarek/piosenkarzy itd. A jednak stanowi też odrębne miejsce dla własnej sztuki, własnej muzyki, więc może być też artystą. To gdzie jest wreszcie ta granica? I czy w ogóle ona istnieje? Otóż tak… Istnieje, bowiem artysta działa samodzielnie, nadając swojej pracy indywidualny charakter, rzemieślnik zaś działa np. wg. zlecenia, bardziej sztampowo, szablonowo wręcz bez swojej charakterystycznej inwencji twórczej. Dodatkowo, artysta to osoba, która ma wyrobiony światopogląd, otwartą głowę, charakter, itd.     

Zatem o co ta cała awantura? A o nasze pieniądze rzecz jasna… Cała ta opłata sprowadza się do tego, że artyści (raczej niesłusznie, ponieważ ci, którzy o tą opłatę zabiegają, swoją sztuką już generują dochody) dostaną pieniądze. Ale od czego jest ta opłata? Od większości rzeczy dotyczących mediów, czyli już nie tylko CD, kaseta czy winyli (jak do tej pory), ale też wszelki streaming, czyli Tidal, Spotify, Netflix, itd. Do tego dochodzą odbiorniki, czyli TV, smartfon, komputer, czytnik ebook - rzeczy na których można oglądać i słuchać. Wszyscy, którzy są za tą opłatą, ciągle mówią, że ta opłata dotknie tylko korporacje. Jednak jako osoba, która choć odrobinę zna się na ekonomii mogę z czystym sumieniem potwierdzić, że każde podatki, daniny czy opłaty i tak skrupiają się na odbiorcy, bowiem aby wygenerować dochód, trzeba wliczyć w to wszelkie koszty. W skrócie… Im więcej kosztów, tym droższy produkt. Dlatego też po tej ustawie zdrożałoby całe RTV, usługi streamingowe, muzyka, gry, filmy. I może nie jakoś strasznie, bowiem to byłoby max kilka procent, ale jednak i tak płaci się krocie za elektronikę domowego użytku, więc po co płacić więcej? 

(Sidney Polak w HejtParku, który twierdzi, że opłata reprograficzna nie zostanie przeniesiona na konsumenta)

Trzeba nadmienić iż opłata reprograficzna to nie jest nic nowego, bowiem jest rekompensatą za piractwo. Tylko powiedzcie mi… Czy w 2021 roku ktoś jeszcze piraci? Na pewno, jednak skala piractwa się zmniejsza, ponieważ stajemy się bardziej leniwi i wolimy te kilkadziesiąt zł zapłacić za streaming niż szukać pirackich filmów czy muzyki. Potwierdzają to też statystyki, bowiem w 2017 roku odsetek pirackiego oprogramowania spadł o 2 punkty procentowe w porównaniu do roku 2015. Tak więc ten swego rodzaju podatek od piractwa nijak się ma do obecnych realiów. Zatem ta opłata nie jest nam potrzebna do szczęścia. 

Zamiast wprowadzać przymusowe opłaty czy podatki, to myślę, że jednak warto pokusić się o większą promocję legalnych źródeł jak i samych artystów. Oprócz tego należy wspierać artystów, kupując ich muzykę, udostępniać w social mediach, mówić o nich i w miarę możliwości uczęszczać na koncerty, chodzić do kina, kupować ich książki, itd. To jest właśnie droga do porządnego wsparcia naszych ulubionych artystów, a nie wrzucanie na odbiorcę kolejnych opłat, które i tak nie wiadomo czy trafią do tych najbardziej potrzebujących, czy też odwrotnie, do tych, którzy nie potrzebują tego wcale, ponieważ ich twórczość generuje olbrzymi dochód. A jakie jest Wasze zdanie? Co sądzicie o tym? Być może ktoś inaczej myśli i chce się podzielić swoją opinią, to zapraszam do sekcji komentarzy.  

Infantylizacja Osób z Niepełnosprawnościami

19.7.21

Infantylizacja Osób z Niepełnosprawnościami


Zapewne wiele osób z niepełnosprawnościami z tym tematem się spotkało. Dla jednych jest to w pewien sposób „normalne”, bo im to jakoś szczególnie nie przeszkadza, inni zaś z tym walczą na różne sposoby. Ostatnio znalazłem wpis na Facebooku pt.: „A co się w nóżki stało?” od Pełnoprawna, który opisuje sposób w jaki podchodzą osoby w pełni sprawne do osób z niepełnosprawnością. A, że raz na jakiś czas też takiej infantylizacji doświadczam, to wspomniany wyżej wpis skłonił mnie do pewnej refleksji, bowiem jakoś nigdy mi to zbytnio nie przeszkadzało, tak teraz patrząc wstecz na różnego rodzaju sytuacje, zmienił się mój punkt widzenia na temat infantylizacji i tego jak obszerna i złożona sprawa to jest. Gdyby spojrzeć z boku na sytuacje gdzie mamy do czynienia z jakąś relacją czy nawet z rozmową OzN (Osoba z Niepełnosprawnością) i osoby pełnosprawnej to niby wszystko jest ok, jednak można nieraz zauważyć, że w stosunku do OzN są nieraz wrzucane zdrobnienia, co również jest przejawem wspomnianej infantylizacji. A teraz coś Wam powiem… 

Piotruś… Odkąd pamiętam zawsze byłem Piotrusiem, nawet na studiach. Mało kto zwrócił się do mnie per Piotr, (oprócz wykładowców, którzy oczywiście zawsze zwracali się do mnie per pan Piotr) jednak nigdy to mi nie przeszkadzało, i nawet lubię te zdrobnienie swojego imienia, więc możecie zapytać: o co ten ból tyłka? Ano o to, że niektórzy takiego zachowania mogą sobie nie życzyć, dlatego też chciałbym zwrócić uwagę na to, że kogoś może to zaboleć… Wiele dorosłych OzN doświadczyło też sytuacji, w której obce osoby mówią do was po imieniu, lub kolega/koleżanka, mimo, iż z tą osobą nie jesteście na ty… Też tego wiele razy doświadczyłem, i obecnie coraz bardziej mnie to uwiera, jak lekko przymałe buty. Ktoś być może powie: „może to przejaw serdeczności?” Może i tak być, tylko czemu ta cała „serdeczność” nie jest przelewana na inne obce osoby, tylko na OzN? Więc to raczej nie serdeczność, tylko właśnie infantylizacja, zwracanie się jak do dziecka, które jest niezbyt rozgarnięte, mało inteligentne, itd. I cieszę się na prawdę, że nikt mi jeszcze „puci puci” nie robi. 

Ale dlaczego o tym piszesz? W głowie się poprzewracało? Jaśnie państwa ci się zachciało? Co może jeszcze czerwony dywan rozłożyć? Nic bardziej mylnego… Piszę ten tekst po to, aby dać wszystkim do zrozumienia, że dorosłe osoby z niepełnosprawnością są na prawdę dorosłe i należy im się szacunek jak wszystkim, więc korona nikomu z głowy nie spadnie, nawet jak ktoś do dorosłej OzN powie Panie Piotrze, Panie Marcinie czy Pani Klaudio… Dlatego też piszę o tym, aby edukować i pokazać, że osoby z niepełnosprawnością (szczególnie te, których nie znamy) należy traktować normalnie, bez tych wszystkich czułości, litości, super bohaterstwa czy podobnych. Jednak do tanga trzeba dwojga i OzN też muszą wyznaczać granice, której inni nie mogą pokonać. Przyznam jednak, że nie jest to łatwe, bowiem przez brak asertywności i zwykłej niechęci do urażenia kogoś nie rzucę tekstu w stylu: „ja z panem krów nie pasałem…”. Dlatego jeżeli ktoś ma miękkie serce to musi mieć twardą dupę. Myślę, że warto jednak małymi krokami edukować społeczeństwo, aniżeli rzucać epitetami i kopać się po kostkach. Należy czynić starania, aby zbudować jak najlepszej jakości most łączący świat osób z niepełnosprawnością i osób w pełni sprawnych. A jak Wy zapatrujecie się na ten temat? Co o tym myślicie? Sekcja komentarzy jest do Waszej dyspozycji

Lęk przed spełnianiem marzeń

13.7.21

Lęk przed spełnianiem marzeń



    Każdy człowiek o czymś marzy. Ktoś chce awansować w swojej firmie, ktoś polecieć samolotem. Komuś marzy się sława, a komuś jeszcze marzy się szczęśliwy dom. Część marzeń nam się spełnia, część nie. Bywa i tak, że nic się nie spełnia, bo w życiu przestało się układać i marzenia zeszły na dalszy plan, a na początek wysunęła się szara rzeczywistość, której trzeba stawić czoło. Ale bywa w życiu też i tak, że marzenia nie spełniają się z naszego powodu, choć życie nie raz daje nam szansę na spełnienie tych marzeń. 

    Pierwszy krok tym najtrudniejszym…? Oczywiście, że tak! Za przykład weźmy podróż na wakacje do innego kraju… Zanim popełnimy ten pierwszy krok do wyruszenia w tę podróż, o której tak przecież marzymy, to będziemy się wahać, czy dobrze robimy, czy to nie będzie marnowanie pieniędzy, jakaś nasza zachcianka, bez której możemy się obyć i w zasadzie myślimy, że wczasy na Helu to też spoko pomysł. Jednak z tyłu głowy myślimy sobie: „ale byłoby fajnie zobaczyć inny kraj, poznać inną kulturę”. Z drugiej strony nic nie robimy i generalnie jest dobrze jak jest. Pieniądze się rozchodzą, pozostaje nam wyjazd na ten Hel… Czyli, krótko mówiąc, spychamy swoje marzenia w podświadomość, żyjąc w przedświadczeniu, że życie nie ma już nic do zaoferowania. Jednak czyja to jest wina? Oczywiście, że nasza, ponieważ nic nie zrobiliśmy, by być szczęśliwym i spełnić swoje marzenie. 

(fot. Unsplash.com)

    Boimy się… To jest naturalne, że czujemy strach przed spełnieniem marzenia, bowiem jest to krok w nieznane. Jak to trafnie ujmują coache, wychodzimy ze swojej „strefy komfortu” i mimo, że daleko mi do takiej coachingowej gadaniny, to jednak jest w tym stwierdzeniu dużo prawdy. To co znamy, posiadamy, ten nasz świat, w którym żyjemy, ta rutyna, która tak często doprowadza do szału to nasza bańka, a to co po za nią to obce. Unikamy tego, boimy się jak ognia, budując coraz to wyższe mury wokół tej bańki. Przecież dobrze nam w tej bańce, co nie? Oczywiście, że to tylko pozory. Bo przecież brak możliwości spełnienia najskrytszych marzeń to nasz kamień u szyi, ciągnący w dół nas i nasze otoczenie. Frustracja, rozdrażnienie, mogą być właśnie efektem braku spełnienia tego o czym od dawna marzymy. Jeśli ktoś nie jest spełniony, to zaczyna patrzeć na osoby spełnione z pogardą, niejednokrotnie wyszydzając ich, ponieważ jest to prostsza czynność, aniżeli przyznać się przed samym sobą, że król jest nagi. 

(fot. Unsplash.com)

    Zatem, aby być szczęśliwym, warto na początku przyznać się do swoich błędów i spróbować realizować swoje marzenia, nawet tylko po to, aby być szczęśliwym, spełnionym i móc na końcu drogi zwanej życiem powiedzieć sobie, że miałem udane życie. Jednak aby spełniać marzenia, trzeba je wydobyć z głębi podświadomości. Później zrozumieć, że droga do spełnienia marzenia nie jest łatwa i wymaga wysiłku i poświęcenia oraz czasu. Warto to robić powoli, małymi krokami i nie wywracać życia do góry nogami, bo zamarzył nam się Zanzibar, więc wezmę chwilówkę i lecę, nie myśląc z czego to spłacę. Co to to nie! Tu chodzi przede wszystkim o zamianie marzenia na cel, bardziej odległą datą, ponieważ zbyt wczesna data okaże się fiaskiem i całe przedsięwzięcie pójdzie na marne. Działajmy, podejmujmy pierwsze kroki, które ewidentnie przybliżą nas do spełnienia marzenia. I najważniejsze działajmy powoli i stanowczo, wtedy nasza droga będzie prostsza, a cel stanie się lepiej widoczny. A Ty, drogi czytelniku. Masz może jakieś rady, które byś dał osobie, która chce spełnić marzenie, jednak trochę się boi? Jeśli tak, podziel się z nimi w komentarzu. 

Stereotyp - czy na pewno jest taki zły?

9.7.21

Stereotyp - czy na pewno jest taki zły?


    Stereotyp… Pojęcie, które to ostatnimi czasy coraz głośniej wybrzmiewa w mediach i ma dosyć pejoratywne znaczenie, jednak prawdą jest, że sam stereotyp w pewnym sensie nie jest takim strasznym diabłem jak go malują, bowiem mimo wielu minusów i krzywdzących skutków nie jesteśmy w stanie bez nich funkcjonować. O stereotypie wspomniałem nieco przy okazji ostatniego wpisu o ocenianiu innych, ponieważ ocena ludzi wiąże się ze stereotypami, powstając właśnie ze wspomnianej oceny innych. 

    Warto wspomnieć na samym początku czym jest ten stereotyp. Otóż można stwierdzić, iż stereotyp jest nadmiernym uproszczeniem, generalizacją odnoszącą się do danej grupy lub poszczególnych osób z racji przynależności do tejże grupy. Stereotyp może dotyczyć podziału ze względu na rasę, kolor włosów, oczu i ogólnym wyglądem zewnętrznym lub także ze względu na stan zdrowia, płci, czy orientacji seksualnej. Należy zwrócić uwagę na fakt, iż stereotyp może mieć także wydźwięk pozytywny np.: w internecie można znaleźć wszystko. Tylko czy te „wszystko” jest w 100% dobre? Raczej nie. Takim stwierdzeniem możemy dać komuś nieopatrznie do zrozumienia, że internet to azyl tylko z dobrymi informacjami. Lepiej jest powiedzieć: w internecie znajdziesz dużo dobrych informacji, ale też i dużo złych, nieprawdziwych. 

    Jak już wcześniej napisałem, człowiek bez stereotypów nie może funkcjonować. Mimo, iż myślenie stereotypowe może skrzywdzić wielu, to jednak ma swoje pozytywne strony. Przede wszystkim stereotypy ułatwiają nam procesy myślowe oraz tłumaczenie sobie świata. Skracają nasz czas, bowiem poznając kogoś, po przez pierwsze wrażenie wiemy, czy chcemy utrzymać kontakt, czy też nie. Stereotypy pełnią także funkcję przystosowawczą, tzn. wchodząc w interakcję daną grupą, bądź osobnikiem tej grupy to wiemy jak się zachować, na co sobie pozwolić, ponieważ znamy już swoisty schemat tejże grupy. Należy dodać, że stereotypy mają jeszcze jedną taką ważną funkcję, czyli tożsamościową. Chodzi tutaj o przynależność dodanej grupy, tożsamość i definiowanie jej poprzez tę przynależność. 

    Jednak na tym pozytywne strony stereotypów się kończą. Kategoryzacja i dzielenie ludzi na „my” - indywidualiści i „oni” - szara masa jest dla wielu bardzo krzywdzące. Nie ma absolutnie cienia szansy na poznanie tych osób, możliwości dostrzeżenia tego jacy są. Istotną bolączką stereotypów jest fakt, iż trudno je zmienić. Zasadniczym problemem jest tutaj przyjmowanie stereotypów za prawdę objawioną. Emocje, które dochodzą do myślenia stereotypowego dają nam uprzedzenia, a stąd już tylko krok do dyskryminacji i stygmatyzacji. 

    Aby przeciwdziałać złym zachowaniom należy podnosić swoją świadomość i wiedzę na temat grup dotkniętych stereotypami, ponieważ brak wiedzy jest główną przyczyną tworzenia się stereotypów, nie popartych rzeczywistymi zachowaniami. Kolejną taką metodą jest poznawanie osób z różnych grup społecznych i tworzenie podgrup, poprzez przypisywanie im cech naturalnych, oczywiście nie pejoratywnych, przez co generalizacja zacznie się rozmywać. Prawdą jest, że bez stereotypów nie potrafimy funkcjonować i całkiem ich się nie wyzbędziemy, jednak trzeba mieć świadomość tego, jakimi stereotypami kierujemy się w życiu, jak je wykorzystujemy, itd. Dzięki temu będziemy mieli możliwość rozszerzyć swój horyzont myślowy i przeciwdziałać negatywnym skutkom myślenia stereotypowego. A Wy co sądzicie o stereotypach? A może zostaliście w pewien sposób dotknięci przez stereotypowe myślenie? Dajcie znać w komentarzach.
Ocenianie innych

5.7.21

Ocenianie innych


Ocena, opinia… To wartości, które każdy człowiek w sobie posiada i dzięki nim wyrabia w sobie pogląd na świat, ludzi czy informacje bądź wydarzenia. Dziś chciałbym właśnie napisać co nieco o ocenianiu ludzi. To czy coś lub ktoś nam się podoba, zależy od tego jaką wartość nadamy rzeczy lub osobie. Ta wartość właśnie odnosi się do naszych definicji, czyli postrzegania danej wartości, przykładowo, ktoś dany żart uważa za śmieszny, ktoś go interpretuje inaczej i dochodzi do wniosku, że ten żart uraził jego uczucia. Teraz warto zadać sobie pytanie… Czy takie ocenianie samo w sobie jest dobre czy złe? O tym za chwilę, ponieważ warto zacząć od tego, że ocena drugiego człowieka może być odruchem bezrefleksyjnym, często podjętym pochopnie i w dość krótkim czasie, bowiem już jakiś czas temu ustalono, że wystarczy nam kilka sekund na wyrobienie sobie poglądu na temat danej osoby. Przykładowo, poznając kogoś nowego, zwracamy uwagę na to jak ta osoba się zachowuje. Widzimy, że jest zdenerwowana, lekko gburowata, itp. Później myślimy, ale buc z tej osoby… Bierzemy tę osobę na dystans, często także przyklejając łatkę „chama” itd. Nie wzięliśmy pod uwagę faktu, że ta osoba mogła się tak zachowywać z powodów osobistych, problemów i być może na codzień jest to ciepła i życzliwa osoba. Pierwsze wrażenie spowodowało właśnie zaszufladkowanie tej osoby w zakładce „potencjalnie niebezpiecznych”, mimo, że ta osoba nic nam nie zrobiła.       


Zamykanie osób w szufladach doprowadza do generalizacji i powstawania stereotypów, które to są krzywdzące dla wielu, bowiem każdy człowiek jest inny i przypinanie łatki niesie za sobą wiele konsekwencji, tj. alienacja, odcięcie od społeczności i stygmatyzacja, itp. Kilka dni temu skończył się czerwiec. Miesiąc, w którym obchodzi się tzw. Pride month, czyli Miesiąc dumy, solidaryzując się ze społecznością LGBT+. Wokół osób homoseksualnych, osób transpłciowych i osób niebinarnych narosło wiele mitów, stereotypów i uprzedzeń, w skrajnych przypadkach dyskryminacji, co doprowadziło, że szczególnie młode osoby, nie mogące sobie poradzić z nawałem wspomnianej dyskryminacji, wyzwisk, upokarzania, kończą ze swoim życiem. Do tego właśnie prowadzi myślenie stereotypowe, które powstaje z pozornej oceny zachowań części danych środowisk. W każdym stadzie znajdzie się czarna owca, która psuje wizerunek danej społeczności. I tak jest w przypadku LGBT+, Kościoła, osób o poglądach prawicowych, lewicowych, itd. Trzeba wiedzieć, że zachowanie pojedynczych jednostek nie stanowi oceny całego środowiska. To, że jakiś homoseksualista jest dewiantem, nie znaczy, że całe środowisko LGBT+ takie jest. To samo tyczy się Kościoła. Jest wielu księży, zakonników, którzy są świetni w swojej posłudze, ale też znajdziemy księży pedofili, biznesmenów, hipokrytów, itp.  


Warto też wiedzieć dlaczego oceniamy innych. Generalnie wymienia się trzy powody: 

  1. Aby być lepszymi, często krytykujemy innych, tym samym podnosząc swoją wartość. Bo gdy ktoś w naszych oczach jest gorszy, to tym samym my jesteśmy lepsi, co jest tylko chwilowym złudzeniem, bo zawsze znajdzie się ktoś lepszy lub gorszy od nas.
  2. Oceniamy by szukać wspólnych cech, które nas łączą. Nic tak nie zawiązuje relacji, jak wspólny grunt, wspólne poglądy, czy nawet wspólny wróg, itd. Tym samym oceniamy innych by znaleźć nić porozumienia z drugą osobą, często obgadując innych, np. innego kolegę/koleżankę, np.: „-Ty, popatrz jak ta Kaśka się dziś ubrała… -Noo, jak stróż w Boże ciało…. Nic do siebie nie pasuje… -A wydawało się, że ma dobry gust…”
  3. Przez ocenę wyrażamy także emocje. W skrócie… Oceniając i krytykując możemy przenieść tę emocję, np. gniew na coś lub kogoś innego i dać tym emocjom upust. 

Patrząc na powyższe powody, można z całą stanowczością stwierdzić, iż ocenianie innych jest jak jest jak kij - ma dwa końce. Ocena wpływa negatywnie nie tylko na osoby przez nas oceniane, lecz także i na nas samych, bowiem tylko pozornie oceniamy siebie w pozytywnym świetle, zapominając, że za rogiem czycha mrok, który te nasze pozytywy zdmuchnie i pokaże nam wszelkie wady, ograniczenia i spowoduje spadek oceny naszej wartości.  

Warto na koniec podkreślić, iż aby przestać skupiać się na ocenianiu, trzeba pracować nad sobą. Na początku łapać się na tym, że kogoś oceniliśmy i dokonać refleksji z jakiego powodu dokonaliśmy tej oceny. Myślę, że taka praca nad sobą pomoże nam być kimś lepszym i spojrzeć na świat i ludzi z innej perspektywy, bez sztucznej oceny.  




Copyright © Muzyka na kółkach , Blogger