A wszystko zaczęło się od... (Part 1)



    Muzyki w dzieciństwie i bajek na płytach winylowychJakoś tak od zawsze muzyka dla mnie była czymś przyjemnym. W latach 90-tych nasz kraj opanowało szaleństwo muzyki Disco-Polo, więc jako kilkuletnie dziecko, siadałem w niedzielę i oglądałem program pt.: „Disco-Relax”. Pamiętam, że bardzo mi się ta muzyka podobała, jednak po latach muzycznej wędrówki muszę stwierdzić, iż nie jestem fanem ani zwolennikiem, po prostu przestał mi się ten gatunek podobać. 
     Drugą siłą muzyczną jaką na mnie wpływała, była muzyka, która mogłem usłyszeć w radio, jadąc samochodem z rodzicami, jak i również w telewizji, czyli powiedzmy coś na skraju Pop/Rock, np.: w programie 30 TON na TVP 2. Wtedy muzyka nie była czymś niezbędnym do życia. Raczej czymś co od czasu umilało chwile i było tłem życia. Muzyka była gdzieś obok mnie. Nie odczuwałem jej tak mocno jak w późniejszych latach, gdzie dopiero nadszedł czas, że to co gdzieś usłyszałem stało się integralną częścią życia. Ale o tym już w następnych postach. 


Pierwszy kontakt z płytą winylową.

     Mając może z 4 lata dostałem wieżę z gramofonem i trochę płyt z muzyką oraz płyty z bajkami. To była moja pierwsza styczność z winylem. Już wtedy ten nośnik mnie oczarował. Było coś w tym niespotykanego, że mogłem widzieć jak ta płyta się kręci, jak igła przemieszcza się po płycie. Teraz gdy patrzę na to z perspektywy lat, mogę stwierdzić iż te pierwsze spotkania z muzyką i płytami bardzo mocno wpłynęły na wybór życiowej drogi, czyli djingu. Poniżej na zdjęciu zaprezentowałem kilka płyt, z którymi miałem styczność w dzieciństwie. Głównie to były bajki, ale i nie tylko, to również muzyka. Później, gdy wieża przestała działać, rozstałem się z winylem na kilkanaście lat, jednak ten nośnik zawsze pozostawał z tyłu głowy, aż do momentu, w którym zacząłem budować  kolekcję. 





Jedne z pierwszych płyt winylowych z jakimi miałem styczność. 

















   

Publikowanie komentarza

2 Komentarze

  1. O jaaa, ale super. Twoje doświadczenia są mi bardzo bliskie. Też mieliśmy odpowiedni sprzęt w domu, ale zdecydowanie nie była to wieża, tylko sam gramofon, a nawet dwa. Uwielbiałam słuchać muzyki z niego, ale jeszcze większą przyjemność sprawiało mi gapienie się w kręcącą na nim płytę :P Co do nieszczęsnego Disco Polo, czy tam Relax, zawsze miałam dylemat — iść do Kościoła, czy zostać i słuchać tej naszej cudownej polskiej twórczości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Płyta winylowa ma coś w sobie magicznego. Też lubiłem zawsze spoglądać jak płyta się kręci i leci z niej dźwięk. Coś pięknego po prostu :)

      Usuń